Wygląda na to, że z banerami wyborczymi w całości upora się wichura 🙂 Mi dziś zabrali zielone (chyba po raz ostatni, więcej trawy w tym roku nie koszę) i plastik. Lecz, uwaga… Na dworze suszyła się kuweta Miaustry i też ją zabrali. Bo może wiatr oddmuchał w drugi kąt podwórka, a JA chciałam TO wywalić? Nadgorliwość, jak to mawia Lutka, jest gorsza od faszyzmu 🙂
<>
Pojechałyśmy z Lilką na zakupy. Miała obiecana nagrodę za występ w chórze, podobnie jak Łucja za podtrzymanie ubiegłorocznych wyników z matmy. NIC nie udało nam się kupić, NIC się nam nie spodobało, ale taki wyjazd to zawsze okazja do różnych pogawędek, na które nigdy nie ma czasu. I okazało się, że Lilę najbardziej fascynuje Łucja 🙂 I czy ja w jej wieku też już byłam taka duża (fakt sama zaczęłam ten wątek, bo dla Łucji jest zdecydowanie więcej fajnych rzeczy niż dla Lili – a to dlatego, że Łucja jest już w damskiej rozmiarówce, a Lilka wciąż w dziecięcej)?.
Hmm… Wydaje mi się, że nie. I przypomniała mi się historia, jak jestem w piątej klasie (pamiętam to dokładnie, bo to jeszcze było przed zmianą szkoły) i jestem w szkolnej łazience. I przed lustrem otoczona przyjaciółkami poprawia włosy Kinga. Kinga była szałowa. Duża, z włosami wywiniętymi na zewnątrz, ładna i pewna siebie. Ach, no i o jakim imieniu! I pamiętam tę straszną zazdrość, że to takie niesprawiedliwe, że ja tak nie wyglądam 🙂 I opowiedziałam o tym Lilce i dodałam, że ta szałowość w jej wieku jest po prostu nieużyteczna. Fajne chłopaki pojawią się dopiero za 10 lat, a na tym 10-letnim etapie, to niepotrzebnie dekoncentruje 🙂
