Podobno dzieci najwięcej mówią przed snem. Jak są wykąpane, spacyfikowane w piżamki i półmrok. Od Mieszka wczoraj usłyszałam historię jak rok temu na Zielonej Szkole urządzili imprezę i wpuszczali do pokoju „tylko z przekąskami”, a od Liliany jak wykopywały z Mają warzywo. Wracały ze szkoły przez pole i trafiły na COŚ czego nie znają. Poszły więc na plac zabaw po plastikowe łopatki i wróciły na miejsce znaleziska…
Ma Lila pewien problem. Otóż na w-fie przy grach zespołowych zawsze jest wybierana JAKO ostatnia Trudno się dziwić bo takie słabe chuchra zawsze tak mają. Ja TEŻ tak miałam. I tłumaczę jej, że wynik jest ważniejszy później. Wygrywa ten, kto dłużej utrzyma sprawność, a nie ten kto miał ją wcześniej. I że na to wybieranie trzeba patrzeć jak na lekcję wzmocnienia. Psychicznego. To, że ją NIE wybierają uczy dystansu i uodparnia na porażki. Widocznie innym nie pisana jest wielkość 🙂 I chyba, w takim doraźnym trybie, przekonałam 🙂
Łucja natomiast zaczęła chodzić na kółko przyrodnicze. Super!
<><>
Liliana odrabia biologię. Ja z lapem leżę na jej łóżku.
- Mamo, a co daje woda?
- Nawadnia.
- A białka?
- Budują masę… Czekaj! Sprawdź w podręczniku jak oni to nazwali.
Weszła na to Łucja:
- Siła, masa, moc, kiełbasa.
I tę mądrość tak Wam tu, pod wieczór zostawię :)
