Weekendy bez dzieci mają jeden NADRZĘDNY cel. Sprzątanie. Dwa tygodnie temu mnie nie było, więc kumulacja kurzu i paproszków była potężna! Zaraz jak w piątek kidsy ruszyły zaczęłam ogarniać. Ustawiłam tornistry pod ścianą i zdałam sobie sprawę, że NIE ma jednego. Łucji… Panna w piątki ma po szkole wypady z koleżankami. Jeżdżą autobusami na lody, albo do Mac-a. W planach mają wyprawę do kina i galerii handlowej. Raz nie mogły znaleźć przystanku to odpaliły sobie w komórkach nawigację 🙂 I znalazły ten przystanek. Napisałam do niej:
- Proszę powiedz, że zostawiłaś tornister w szkolnej szafce, a nie zgubiłaś na wyprawie z dziewczynami.
Odpisała:
- Tak.
???
- Mogę rano odprowadzić Lilę i przynieść Ci tornister.
- To świetny pomysł.
Taka jest kombinatorka!!! Od razu tak założyła, że ponieważ ma na drugą zmianę, to rano ja jej go doniosę 🙂
<>
I byłam rano w banku. Miałam aż trzy sprawy do załatwienia, więc nie mogłam JUŻ tego odwlekać. Plus okazało się, że mój token (wszyscy chcą mi go zabrać, żebym przeszła na sms-kody) nie obsługuje mojego kredytu. I to też chciałam załatwić. Poszłam więc do mojego ulubionego pilota:
- Czy dałem już moją wizytówkę?
- Dałem. I nawet jak sobie wklepałam numer to odkryłam, że oboje mamy whats-upa.
- Nic nie dostałem!!
- Bo nic nie wysyłam.
I wyszłam z banku i zanim wróciłam do domu miałam aż cztery filmiki do obejrzenia na whats upie :))
