W piekarniach już są rogale marcińskie :p

A w którą stronę nie spojrzę, to wybory 🙂 Jako pierwszy pojawił się kolega mojego brata, który gdzieś tam obok Zielonej Góry, kandyduje. Wow. Potem wydawało mi się, że mam jasność, bo stałym kandydatem w moim okręgu jest sąsiad z równoległej ulicy. Funkcje publiczne wymagają specyficznych cech charakteru i on je ma. To jest wygodne, że gdy przepali się żarówka w latarni, deszcz wypłucze chodnik, albo śmieciarze nie odbiorą śmieci, to pisze się do niego (założył nam specjalną grupę) i on to już ogarnia. Ja nawet nie wiem gdzie musiałabym te poszczególne sprawy zgłaszać.

Aaale wczoraj jak odbierałam Mieszka z pianina, to zaczepiła mnie sąsiadka ze swoją ulotką. Ona ma niepełnosprawne dziecko i wokół tego zbudowała swój program. Kandyduje po raz pierwszy, ale jest pełna zapału. Na jej ulotce była jeszcze jedna babka, która też jest super (i też jest sama z trójka dzieci). Hmmm… A wieczorem wypłynęła kolejna kandydatura znajomej z siłowni. Renia to taka super dziewczyna, która ma syna w wieku Łucji i jest absolutnym gigantem fizycznym. Jest ładna i drobna (chociaż je duuużo i gotuje wspaniale), a na siłowni podciąga się na drążku zawieszonym pół metra nad głową. I ona okazuje się od kilku lat jest sołtysem w całkiem niedalekiej gminie i też kandyduje.

Jeszcze nie sprawdzałam na ile to osób się głosuje, ale już wiem, że będę mieć trudny wybór 🙂

<>

  • Mamo, a właściwie dlaczego nie ma kobiet na banknotach?
  • Taka była, Lilu, historia. Kobiety ogarniały codzienność, a mężczyźni dokonywali wielkich rzeczy.
  • A kobiety nie?
  • Kobiety też, ale często było tak, że większość wielkości polegała na tym, że udało im się to będąc kobietą.
  • A Skłodowska?
  • Ona już chyba była kiedyś na jakimś banknocie… Bezpieczniej jest dawać króli, bo oni byli tak dawno temu, że wybielono ich z każdej strony. Może można by dać Noblistów? To by się Wam utrwalili.