– nie wiem czy czytaliście ostatni txt o „niezręczności” na Make life harder, bo jeśli nie, to obowiązkowo 🙂 Bardzo dobre na początek tygodnia
- Miłego dnia – wykrzyknęła Łucja trzaskając drzwiami na odchodne!
- Dziękuję!
- Nie! Powinnaś powiedzieć: Nawzajem, a ja wtedy bym Ci odpowiedziała: Wypchaj się jajem, popij herbatką, pójdzie Ci gładko.
Pojechałam z Klarensem do veta. Na wiosnę go zaczipowałam, ale warunkiem bezpłatnego czipa była również szczepionka na wściekliznę. Kocur miał wtedy gila, więc z czipem dostał antybiotyk, a na szczepienie miałam się stawić jak wydobrzeje. Czas leciał, chwili wolnej nie było, ale skoro on w szranki z lisami, to wzięłam go dziś pod pachę i pojechaliśmy. Pomagała mi Łucja, która była chociażby płatnikiem kiedy ja trzymałam kota na rękach.
Zrobiłam mu przy okazji badanie krwi czy nie ma jakichś kocich choróbsk, bo jeśli nie ma, to można go też na to zaszczepić. Nie ma. Łucja patrzyła przejęta jak zgolono sierść z małego fragmentu kociej łapki i jak pobrano mu krew… A dok się dziwiła, co to za to kot, który się nie wyrywa, lecz z pogardą odwrócił głowę i czeka aż ten koszmar się skończy 🙂 Jest niesamowity!
<>
Dziś ruszyły dodatkowe zajęcia z pianina 🙂 Norbert Lilkę i Mieszka oczywiście pamięta, ALE oni nuty gorzej 🙂 Łucja lekcje będzie mieć w czwartki.
<>
I jeszcze zdobycz z dziadkowego ogródka. Mini-kiwi. Można to kupić w różnych sklepach, ale u dziadków rośnie w ogródku. Smakuje to dobrze (mi i dzieciom), jest słodkie ije się ze skórką. Ma dużo witaminy C i E, poleca się na wzrok i osobom wracającym do zdrowia. Źle znosi transport, więc najlepiej zasadzić własne drzewko, bo dobrze znosi nasz klimat!
