Dzień prania, suszenia i prasowania (przy Thorze)

Pojechaliśmy na II-gą turę warsztatów garncarskich (tego lata musimy ich odwiedzić raz jeszcze, na szklenie wyrobów), a wracając podjechaliśmy do nowo otwartej lodziarni z tajskimi lodami. Teraz leżymy. Gorąco, więc obiad będzie minimum (fasolka, pieczywo i ogórki kiszone od Lutki, które dzieciaki pochłaniają słoikami). Zbieramy siły do kolejnej wakacyjnej rundy!

Nie wiem czy zaglądacie na bloga Łukasza Orbitowskiego, ale napisał rano fajną rzecz. Wpisy wrzuca raz w tygodniu i są dość osobiste. Od jakiegoś roku ma druga połowę, która podobnie jak on ma 10-letniego syna. Leży właśnie na łódce na Mazurach z tymi wszystkim ważnymi dla niego ludźmi i jest szczęśliwy. Napisał, że myśli o tych wszystkich wielkich tematach, które go zaprzątały i że już go nie dotyczą. To zabawne jak wiele życia mi zeszło na jałowych przemyśleniach o Bogu, Polsce, świecie, moralności, kondycji ludzkiej, moim i twoim powołaniu do celów zapisanych w życiu. To samo mówiła Kora w swoim ostatnim wywiadzie. Że ludzie myślą, o takich kwestiach: Bóg, Ojczyzna, Obowiązek, a liczy się człowiek. Tu i teraz. I że mało cieszymy się tym co mamy. Bardzo to wszystko trafne.