MOON

U dziadków się wyspaliśmy i… umyliśmy. Tym razem nasze lubelskie lokum okazało się być hotelem robotniczym na przedmieściach, zatłoczonym i zdominowanym przez przybyszów ze Wschodu. Na osiem, 3 i 4 osobowych, pokoi była jedna łazienka, a życie zaczynało się o 5:30. 🙂 Bywa i tak… NIE bywaliśmy tam za często.

Czyści, wyspani i pachnący ruszyliśmy rano do wujka na Roztocze! Tu jest cudownie! :)) Widzieliśmy płynących Wieprzem kajakarzy, dzieci zrobiły sobie ice-challange, kto wytrzyma dłużej stojąc bosymi nogami w lodowatym źródełku i odwiedziliśmy pracownię jednego malarza.

<><>

Muszę też archiwizacyjnie dodać, że w nocy z piątku na sobotę wiedzieliśmy ZAĆMIENIE KSIĘŻYCA. Nie złapały tego komórki i aparat, ale szukam zdjęć w necie, bo dużo ludzi obok nas TO fotografowało. Czerwony księżyc unosił się nad Starym Miastem, my świeżo wyszliśmy z pokazów i było mistycznie.