Ta impreza jest super!

Tradycyjnie już ruszyliśmy na Karnawał Sztukmistrzów do Lublina. Rok temu byłam tylko z Mieszkiem, bo panny były na koloniach, ale w tym roku udało się z całą trójką. Do wyjazdu przygotowaliśmy się. Większość karnawałowych wydarzeń zaczyna się od południa, więc porezerwowałam nam miejsca w innych lubelskich atrakcjach. I jeśli będziecie jechać też Wam tak polecam, bo do większości TYCH miejsc, bez rezerwacji NIE wejdziecie. Z pomocą przyszedł TEN blog, na podstawie którego ułożyłam trasę. Znalazły się na niej: Muzeum Cebularza (byliśmy już w Muzeum Piernika i Muzeum Rogala Świętomarcińskiego i to jest świetne!), podziemia pod starym miastem i Kaplica na zamku. Kaplica jest niezwykła, polichromie są bardziej bizantyjskie niż chrześcijańskie, a ze względu na wartość fresków wpuszczane są niewielkie grupy turystów. Mieliśmy też wejściówki na jeden biletowany show karnawału. Nieplanowanym miejscem odwiedzin było Lubelskie Centrum Konferencyjne, tuż obok którego serwowano najlepsze śniadania świata (piętrowe pancakes z malinami, chałki smażone na miodzie serwowane po żydowsku z boczkiem i chrupiące musli z jogurtem w długich pucharkach). Budynek ze szkła i stali ma 9 kondygnacji (6 nad ziemią), po których można się bezpłatnie przemieszczać. Na samej górze jest ogromny zielony taras widokowy, na 4 piętrze miejskie ule na kępach kwitnących roślin (zwiedzaliśmy), teatr, filharmonia, itd. W niektórych miejscach podłoga jest przezroczysta i widzisz tą przestrzeń w dół (niesamowite!).
I sam karnawał. To szereg występów buskerów (ulicznych artystów), akrobatów i żonglerów występujących w różnych miejscach miasta, jeden po drugim. Biuro imprezy rozdaje książeczki z harmonogramem, ale jest tego dużo więcej 🙂 Siedzieliśmy z planem i kombinowaliśmy co będzie kolejne i gdzie biegniemy na kolejny show. Niektóre miejscówki są same w sobie spektaklem. Taki np. wirydarz klasztoru, do którego przechodziło się korytarzami zdobionymi w obrazy przeorów sprzed setek lat. Wow.
No i oczywiście akrobaci na linach, czyli Urban Highline czyli zawody w chodzeniu na linach. Trwające chyba całodobowo. I rano nad takim leniwym jeszcze Starym Miastem i wieczorem, kiedy by przejść 10 metrów traciło się 30 sekund… Tłum, ale warto! 🙂




Kaplica na zamku:

Gra uliczna- gra logiczna:

Niżej jeden z występów. Hirosan, czyli busker z Japonii. Świetny i nieprzyzwoicie zabawny 😀


I Cafe Teatralna. Ja ciągle o tym piszę, ale tam jest najlepsza kawa mrożona na świecie. Jest tak dobra, że nigdzie indziej nie kupuję, bo jestem rozczarowana…

I bardzo fotogeniczne miasto:



Tunele pod Starym Miastem:

I mamusia rąbiąca pieróg biłgorajski 🙂

Tutaj absolwenci Wyższej Szkoły Cyrkowej szykują się do występu:

I ta sama scena w nocy, gdy odbywał się na niej koncert:


Znak drogowy z katem:

Most Grodzki (prowadzący do Grodu), o różnych porach dnia:


I Muzeum Cebularza, gdzie awansowałam na pomocnika piekarza :)) Ale wiedziałam jaki mak się używa do cebularzy! Niebieski! Lila odmierzała mąkę, a Łucja robiła rozczyn!


Na koniec hipnotyzujące Centrum Konferencyjne:





