Mży i pada (pranie schnie w domu)

MUZEUM. Pada, mży, a kultury nigdy nie za wiele 🙂 Wystawę wynalazły dziadki, bo malarz, którego dotyczyła pochodził z miasta chrząszcza 🙂 Pojechaliśmy więc i my, chociaż wiedziałam, że scenki rodzajowe z XVII wieku wywołają znużenie już po pierwszej sali. Ale i ja coś tam dorzucałam, i dziadek, i w sumie taka tematyka daje większe pole wyobraźni niż dajmy na to portrety. Dały radę. W którejś z książek, bodajże Chmielewskiej, było o takiej zabawie, że dzieci w muzeum nakładały filcowe kapcie i każde ruszało w inną stronę doprowadzając do rozpaczy panie pilnujące ekspozycje. Kapci już nikt nie daje, ale tę zabawę dzieci zdecydowanie praktykują. I sądzę, że personel oddycha z ulgą gdy wychodzimy. Ja mam taką luźną refleksje, że zimowe pejzaże podobają mi się bardziej niż letnie. I na płótnie wolę wczesną wiosnę niż kolorową jesień.

>><<

I mam taką rozterkę :/ Otóż, dwa dni temu wprowadził się Klarens. Do tej pory tak wpadał i wychodził, a wygląda na to, ze postanowił zamieszkać na STAŁE… A ponieważ życie w domu dostarcza mu mało emocji to na okrągło tłucze Miaustrę. Wychodzi 2x dziennie na siku i wraca. Śpi na różowym kocyku na środku domu, przewala się odsłaniając brzuch i podgryza łydki przechodzącym obok… I dobrze, że jest, ale wprowadza tyranię, więc czekam aż przestanie padać i przynajmniej w dzień będzie sypiał pod drzewem!