– wczoraj na szkoleniu
Byłam na świetnym szkoleniu. Zmyliła mnie nazwa, bo założyłam, że będzie to o wprowadzaniu wiedzy ekonomicznej w szkołach, a spotkanie dotyczyło grania na giełdzie. I okej. Tam gdzie kawa i ciasteczka to i ja. Tzn. umówmy się, że wysokość środków jakie mogę TERAZ zainwestować to zero, ale może kiedyś to się odmieni i ubrana jestem w niesamowitą, aczkolwiek zupełnie w tej chwili nieprzydatną wiedzę 🙂
Bardzo mi się podobało. Siedzieliśmy w biurowcu, na jednym z najwyższych pięter, na jakim zdarzyło mi się w życiu być, rozmawialiśmy o kryzysie, który przychodzi co siedem lat (btw. ta siódemka jest niesamowita, bo w związkach TEŻ po siedmiu latach występuje kryzys, który często kończy się rozwodem), ale tym razem banki centralne przez dodruk pieniędzy i skup akcji ten okres wydłużyły. Niemniej jednak 10 lat bez katastrofy to długo i oni prognozują, że na początku 2019 łupnie i przez jakiś rok będzie GORZEJ. Źle byłam ubrana. Wszyscy siedzieli w mundurkach, a ja w klapeczkach i z torebką z koralikami. Ale to jedna z rzeczy, które w lecie lubię: gołe stopy i letnie spódnice (ten wiatr między nogami jest cudowny).
Potrzebny mi był, po wczorajszym dole, powiew dobrobytu w powietrzu i ogólnie poczułam niezłe doładowanie. Wieczorem zatemperowałam wszystkie kredki i ołówki (tak, tradycyjnie mam odciski), a rano zaplanowałam szczegóły kolejnej wycieczki z dziećmi. Zaraz po nie jadę i zaczynamy weekend! 🙂
