Dawno temu Lutka została na dwa LETNIE tygodnie sama. Ojciec był gdzieś na drugim końcu świata, a mnie i brata wysłała na kolonie. I przez te dwa tygodnie żywiła się swoim ulubionym daniem, czyli pomidorami ze śmietaną 🙂 Wysprzątała sobie dom i po pracy robiła sobie pomidorową ucztę… Ja BEZ dzieci, które są teraz u dziadków, robię sobie uczty wyjadania 😉 Odkryłam np. paczkę nasion chia i w różnych wersjach je powoli zmęczam (z nimi trzeba ostrożnie, bo dziennie jest jakaś max ilość, którą można zjeść). Robię sobie również makarony z suszonymi pomidorami i przygotowuję sobie tarty z ciasta filo i szpinaku. Od tygodnia nie byłam w sklepie po NIC oprócz kociej karmy 🙂
Ze dwa lata temu byłam na szkoleniu o start-upach, gdzie guru start-upowy powiedział, że żeby się udało, trzeba się pobrudzić. Trzeba się orobić i nie wiadomo czy się uda. Więc tak się szamoczę. Byłam dziś na jednym spotkaniu i zderzyłam się z emocjonalną ścianą. A zaraz wracam na kolejne szkolenie. Coby tak nie smęcić, pojechałam za to WCZORAJ wieczorem na kettle. Ramiona mnie dziś bolą, ale NIE boli mnie kręgosłup. Nie wiem jak to działa, ale te ciężarki dobrze mi na lędźwie robią 🙂 Ostatnio nawet przy prasowaniu je czułam, a dzisiaj nic. Za to ręce i brzuch CZUJĘ mocno 🙂
