samolotem

Znacie ten moment, kiedy musicie zrobić coś ważnego i nie bardzo macie na to siłę? Znacie. Każdy zna 😉 Ja wtedy odgórnie zakładam sobie blokady: żadnych portali społecznościowych i bez wpisu na bloga, do póki coś nie zrobię. Żadnego prasowania czy porządków. Ale i tak zawsze sobie coś wynajdę. A to czyszczenie outlooka z niepotrzebnych meili, a to szukanie jakiegoś zaświadczenia, a to wyszukiwanie kolejnego kursu. Na jeden się na jutro zapisałam, ale znalazłam naprawdę niezły z wiedzy o Holocauście. TO do niczego nie jest mi potrzebne, więc NIE skorzystam, ale jak ktoś uczy historii i ma 10 dni do wyrwania w październiku, to czemu nie spędzić ich nad Eljatem? 🙂

<>

Ogórkowo wrzucę Wam foty dzieci z przyjęcia na jakim były w czerwcu. Był tam fotograf, więc czekałam i czekałam, aż będą profesjonalne zdjęcia, ale chyba to jednak NIE nastąpi. Były to urodziny koleżanki Łucji, która zawsze robi coś niezwykłego. To taka fajna dziewczynka prowadzona przez rodziców w kierunku teatralnym. Tylko, że jej przyjęcia są zawsze ZA DALEKO… Zaprasza całą klasę, ale dociera może 1/4, albo nawet 1/5. NAM to na rękę, bo w takich sytuacjach, ja po prostu wpycham na imprezę całą trójkę (zgadzam się na propozycję wepchnięcia 😉

Tym razem impreza była w takim „studio prac technicznych”. Można było szyć albo budować… Co kto chciał! I moje dzieciaki wybrały zajęcia stolarskie. EXTRA!!! Cięły piłami, używały odwiertów i każdy zbudował sobie drewniany samolocik! 🙂