Korzystając z tego, że nadarza się taka okazja wkręciłam się warsztaty robienia KISZONEK 😀 Impreza odbywała się w ramach Dni Uchodźcy i dostępne były warsztaty kuchni czeczeńskiej i afgańskiej (kolejnym razem) oraz kurs robienia wschodnich kiszonek (i na te znalazło się ostatnie WOLNE miejsce :). Gotowaliśmy na dworze, jak Makłowicz, trochę wiało, ale atmosfera była rozgrzewająca. Powtórzę po raz kolejny: ludzie którzy lubią jeść są bardzo pozytywni 🙂 Marzyło mi się poznanie przepisu na marynowany czosnek, ale tego akurat nie przerabialiśmy. Mam słoje z zalewą do barszczu ukraińskiego i ogórkami kiszonymi z Ukrainy. Głowę mam pełną od różnych kiszeniowych tipów, wiem, że fani kiszenia zachłystują się teraz kiszoną skórką z arbuza (poważnie!), a kisić można właściwie wszystko 🙂 Guru kiszenia nazywa się Aleksander Baron i jeśli chcecie wiedzieć coś więcej to należy szukać stron i publikacji właśnie z nim. Podobno jest gdzieś jakaś grupa miłośników fermentowania, ale nie bardzo wiem gdzie ich znaleźć. Wrzuciłam więc do schowka w księgarni książkę o kiszonkach. Btw. w tym Kołobrzegu, gdy dzieci jadły pizzę ja wybrałam sałatkę z kozim serem, rukolą i kiszonym burakiem. To było pyszne!



I tak, ja TEŻ mam ten obrus 😀

Ogarniamy cd. To trochę bez sensu, ale wszystko nawet czyste z walizki wyciągam, przeglądam i chowam do szaf na ich miejsca. Lada moment kolejne pakowanie, ale lubię mieć jasny wgląd na to co zabieramy. W bonusie wymieniam też pościel i rozpoczęliśmy czystki w pokojach dzieci. Wywalamy stare zeszyty, ćwiczenia i wyschnięte kleje. Idzie dobrze, leci sporo!
