Zachodniopomorskie

Co roku na wakacje lądujemy w rodzinnych stronach dziadka. Miejscówka jest niezmienialna, Krzycho uważa, że tam jest najwspanialej na świecie, a w sumie to rzeczywiście jest zawsze dość udany wyjazd. Ramówka dnia jest podobna. Rano się budzimy, jemy śniadanie i idziemy ścieżką wzdłuż jeziora do ośrodka. Tam Lutka pije kawę, dzieci jedzą lody i chwilę gadamy. Potem leżymy na plaży, a potem ruszamy do miasta na pizzę albo punktu z obiadami. Potem znowu spacer i spać. Jest spokojnie i przewidywalnie. Towarzystwo się wyciszyło a jedyny konflikt był między Łucją a Lilą. Ta druga wybuchła w nieodpowiednim momencie i starsza siostra się wściekła, że „PRZEZ CIEBIE NIGDY nie będę miała chłopaka!!!” 😀

Dziadek zawsze jakiś ambitny program spotkań towarzyskich z rodziną bliższą i dalszą oraz kolegami z przeszłości. Ale ma też plan atrakcji dla wnuków, na które CZASEM starcza mu czasu. Wędek np. nie wyjął z auta, ale przydał się wykrywacz metalu z którym chodzili z Mieszkiem po lesie. Nic nie znaleźli, ale jestem pewna, że Mieszko wysłuchał historii o tym jak dziadek jako dziecko znajdował niemieckie monety na starych trybunach.

Naszym małym odkryciem jest też nieużywany kort tenisowy w lesie. Rakiety po mnie i moim bracie gdzieś są, więc za rok je zabierzemy i będziemy się uczyć odbijać. Bez instruktorów, tym bardziej, że to sport dla dziewczyn NIEwskazany. Tyle, żeby złapały o co w tym chodzi. Dziewczyny btw. znalazły jedną tenisową piłeczkę i plan też im się podoba.

Tak, wiem, cellulit toczy moje ciało, a brzuch przeczy licznym oświadczeniom, że chodzę na siłownię. 🙂

A ten piesek zawsze nam towarzyszy w spacerach:

Niżej chłopaki wracają z ekspedycji poszukiwawczej metalu:

A to ten kort i piłeczka:

Kilka dni przerwy, góra prania i prasowania (niewielka część już wyschła) i zaraz rozstawiam deskę i zaczynam. Włączymy sobie tylko film. Dzisiaj DZIEŃ PSA i mam ochotę na „Mój przyjaciel RUDY”. 🙂