a psik!

Gdy pierwszy raz pojawiła mi się myśl o dziecku (Justyna, lat 28) zamarzyła mi się dziewczynka. Też taka patykowata i z alergią. Wiem, wstrętne to, że tak dziecku życzyłam, ale wymyśliłam, że dzięki temu będzie zawsze na początku czerwca jechać na wakacje. Nad morze, w góry, albo gdzieś w zupełnie inny klimat. I w ten sposób organizm wymusi na niej określony tryby życia. No bo jak tak wyjedziesz poza strefę pylenia i wracasz to się wzmacniasz i uzdrawiasz, a alergia znika.

I wygląda na to, że wykrakałam. Obie panny maja katar o poranku, swędzą je uszy i gardła. Jak załatwię mojego alergologa zajmę się więc nimi, ale już im zapowiedziałam, że może być tak, jeśli diagnoza się potwierdzi, że na początku czerwca będziemy się wymykać na kilka dni na wakacje. Czyli stopnie muszą być dobre.

<><>

Liliana miała sesję z plusem. To taki ogólnopolski egzamin z matematyki, średniujący je na tle innych uczniów.

  • Lilkuś, jak Ci poszło?
  • Nie zrobiłam części geometrycznej, bo nie miałam tych wszystkich urządzeń jak linijka i ekierka.
  • Ale dlaczego nie miałaś??!
  • Bo nie miałam.
  • A nie mogłaś od kogoś pożyczyć?
  • Z jednej strony siedziała Maja i ona też nie miała, a z drugiej chłopcy, a oni nigdy nie mają.
  • A nie mogłaś pana poprosić, albo kogoś innego?
  • Kogoś innego nie, bo pan mógł by pomyśleć, że ściągam.
  • A pana?
  • Gdybym podniosła rękę to by pomyślał, że już skończyłam.

Śmiać się czy płakać? 🙂 Tak się kończą marzenia o czerwonym pasku :))