Jedna wystawa, którą chciałam zobaczyć się kończyła, inna zaczynała, więc ładnie można było je spiąć 😉
Pierwsza dotyczyła Afroamerykanów w PRL-u. W 1955 roku, po Światowym Festiwalu Młodzieży, w kraju nad Wisłą zaroiło się od przybyszów z Czarnego Lądu. To fragment polityki ZSRR, która wspierała obywateli krajów post kolonialnych, którzy uwolnili się z jarzma niewoli imperialistycznej 😉 I w taki sposób napływali do nas studenci z Nigerii i Konga. Dostawali stypendium w dewizach i byli całkiem niezłymi bonzami. Na wystawie były zdjęcia ze ślubów, gdzie widać, jak teściowie (autentycznie) cieszyli się z takich egzotycznych zięciów, z imprez (studencki wypad na plażę zawsze obowiązkowo z przybyszem z Afryki) i miejsc pracy. Przy wielkiej fotografii pierwszego czarnoskórego ginekologa z noworodkiem na ręku pytałam się Liliany czy nie przestraszyła by się gdyby jako pierwszego człowieka zobaczyła właśnie jego, usłyszałam, że NIE. I że JA jestem dużo bardziej przerażająca (ale akurat była na mnie zła). To były niezłe czasy. Nie było rasizmu i ksenofobii, a NOWI byli traktowani jako celebryci i towarzyski niezbędnik (coś jak atrakcyjna Azjatka współcześnie). Warto dodać, że bezmyślnie lokowano ich w tych samych pokojach akademickich, a często były to kraje skłócone plemiennymi wojnami i w jednym pomieszczeniu mogło być dwóch zaciekłych wrogów.
Druga wystawa to Beksiński. W ubiegłym tygodniu (do prasowania) obejrzałam „Ostatnią rodzinę” i byłam merytorycznie przygotowana do odbioru. Wytłumaczyłam dzieciakom kim był i dodałam, że dla mnie to, że tworzył fenomenalne i oderwane od tego świata fantastyczne wizje, to coś absolutnie niezwykłego. Żadne okoliczności jego życia nie dawały możliwości twórczego oderwania czyli wszystko musiało być w jego głowie.


I teraz smaczek rozładowujący patos całego wpisu 🙂
Była książka pamiątkowa, czyli coś co ZAWSZE jest używane. Dziewczyny NIE zaniedbują okazji do „zaczekowania się”. Wpierw wpisała się Łucja: Fajnie było, a potem długopis wzięła Liliana (tak to ONA trzyma długopis jak młotek) i po przecinku dopisała: tylko boli mnie noga i podpisała Lila (więc wykrzyknęłam: NIE dawaj nazwiska, bo jeszcze ktoś nas będzie ścigał 🙂 i Łucja.
😀
