- A Pani w jakiej serii biegnie?
- 3 razy w Kids. To jak Rekrut wychodzi.
Na Dzień Matki wymyśliłam dzieciom bieg z przeszkodami… Właściwie nie to że jakoś celowo, ale akurat tak wypadało, to pomyślałam: niech będzie 🙂



Dzieci podobnie jak dorośli mieli napisane numery na policzkach. Ale ponieważ bieg nie był na czas, to zawody na „dotarcie do mety i zaliczenie przeszkód” nie było numerów startowych, a cyfrę dzieci wybierały sobie same. Mieszko wybrał 30, Łucja 12 (jej dzień urodzin), a Lilka po dłuższej chwili (cóż za fascynujące pytanie) porzuciła 100 i wybrała 2018.

Zaczynały dzieciaki od rozgrzewki:

Start był podzielony na grupy wiekowe. Mieszko biegł sam, dziewczyny razem, ale jedna na początku fali, druga na samym końcu.


Niektóre przeszkody były wodne. Np. przelot na linie na drugi brzeg zawsze kończył się w wodzie. A zjazd z jednej górki polegał na wodnym ślizgu… (ubrania na zapas mieliśmy w aucie).



Ta przeszkoda niżej nazywa się „porodówka” i chodzi w niej o przeciśnięcie się pod oponami…

Była pajęczyna („czarna wdowa”):

I nie zabrakło opon, czyli „koszmaru wulkanizatora”:

Było przejście po równoważni- bujaku:

Itd, itd przez naście kolejnych przeszkód:

A to wręczenie medali:

W pakietach były bandamy, które Łucja uznała jako te, które się „przydadzą” i puchate króliczki z bateryjkami 🙂 Towarzystwo zadowolone! 🙂

<><>
Lecz słodko i idealnie też było 🙂 W domu otrzymałam morze laurek i instalacji plastycznych (boję się wejść na strych, bo one tam od tygodnia tworzyły i ja miałam zakaz wstępu) oraz przyniesiono mi posiłek do sypialni… Sernik sama sobie zrobiłam, ale oprawa wspaniała! 🙂

