zaczipowani

Mam znajomą, która pracuje w schronisku. Czasem o tym opowiada i chociaż najbardziej dramatyczne są psie losy, mnie najbardziej bolą sprawy kocie. Straszne są historie o małych kociakach, które są zwożone w maju i w czerwcu i których właściciele beztrosko mówią: żeby miały szansę na życie, na co ona im odpowiada: przeżywa 30% kotów, kociaki bardzo nieliczne. Ale najstraszniejsze dla mnie jest to, że do schronisk wpadają koty domowe, które mają własny dom. Mechanizm zawsze jest taki sam. Straż miejska dostaje sygnał, że jest bezdomny kot, ma obowiązek go odebrać i to też robi. A to jest zwyczajny kot, który po prostu wyszedł na spacer. Czysta i mrucząca kulka. Puchata i zadowolona. Taka, która jest ufna i lubi być głaskana. Wyszła z domu, zeskoczyła z balkonu, a może mieszka na parterze i czasem wychodzi. I ta moja znajoma mówi strażnikom: NIE przywoźcie mi tych domowych kotów. Zostawcie go tam gdzie był, niech ten życzliwy co Was zawiadomił weźmie go do domu i rozwiesi plakaty. Bo po koty do schronisk nie przyjeżdża nikt. Po prostu nikomu nie wpada do głowy, że one wylądowały w schronisku. Myślą, że może wpadły pod samochód, albo wrócą pod koniec lata, a one utykają w klatkach do końca swojego życia.

To jest/to był mój największy lęk jeśli chodzi o Klarensa. NIE że zginie walcząc, albo, że uzna że będzie dziki/wild i odejdzie gdzieś na pola (bo wierzę, że zawsze wpadnie do mnie na tłustą śmietankę). Tylko, że ktoś go złapie, odłowi i umieści w klatce. I nawet gdyby przeżył i adoptowano go, to przecież on nie umie być w zamknięciu. Wczoraj wpadł na śmietankę, więc ja go podle zapakowałam do auta i zawiozłam do vet. Miał rany na szyi, tak jakby ktoś zagryzał, więc równolegle z czipem dostał antybiotyk i zastrzyk przeciw kleszczom (kropelki nie działają). Dok powiedziała, że jest gruboskórny i dawno nie widziała tak pogryzionego kota :/ Ale zrobione!

A dziś pojechałam z Miaustrą. Miaustra chyba nigdy się NIE zgubi i chociaż bałam się czipowania (bo istniało ryzyko, że ona jest czyjaś i wyda się, że MA już czipa), to uznałam, że nie fair jest wierzyć w system połowicznie. No bo jeśli ufam, że ten czip może kiedyś Klarensa ocalić, to może ktoś liczy na to, że czip ocalił by jego kotkę. Lecz Miaustra okazała się być bezczipowa, więc dostała czipa i jest już oficjalnie MOJA. Dok potwierdziła też moją teorię, że 6-7 letnia, domowa i była raczej zamknięta (skoro od roku, jej najbardziej szalone wyprawy to do krańca ogródka). I że styrylizacja, której jej poddano nie miała na celu antykoncepcji, lecz walkę z obsikiwaniem (ona czasem próbuje, ale jest to fizycznie możliwe). Klarens terenu nie znaczy, więc całość rejonu uważa za swój.

 

Klarens załatwił mi wczoraj dekolt, dziś Miaustra ręce. Pazurami do krwi. Ale bilans wydarzenia i tak zdecydowanie na plus! 🙂