- Łucja, pójdziesz ze mną do spowiedzi? I z Lilką?
- Nie. Pójdę jak Mieszko będzie szedł do komunii.
- Przecież Ty nie masz żadnych grzechów. To szybko pójdzie.
- A Ty masz?
- Ja coś tam mam.
- Jakie?
- No, chociażby to, że nie planuję wchodzić w związek małżeński.
- To jest grzech?
- Nie wiem. Chyba to nie do końca prawidłowe.
Rozciągnęłam się wczoraj rano w łóżku z myślą, że oto TYDZIEŃ, kiedy nic się nie będzie działo. I nie ma nic, o czym powinnam pamiętać. I zawsze (ZAWSZE) jak tak zrobię, to wszystko nabiera tempa. Poszłam sobie na siłownię i nie działała drukarka (by wydrukować moją umowę), więc byłam trochę dłużej i Lilka prawie sama poszła do szkoły (w sensie nie wyprawiana ze śniadaniówką). Potem weszłam na bieżnię, podkręciłam sobie tempo i zadzwonił stary znajomy z taką sprawą, o której myślałam przez kilka kolejnych godzin. A potem dzieci poszły na tańce. Zaczęłam rozmawiać z jedną z mam z klasy Mieszka i ona mówi, że szkoda, że Julka nie jedzie na zieloną szkołę. Więc mówię, że może jeszcze się namyśli, bo ma chwilę czasu. A ona mi na to, że przez 3 dni nic się nie zmieni. Bo okazało się, że Mieszko w czwartek jedzie na zieloną szkołę (???!!???). BĘC!!! Wszystko dlatego, że były dwa terminy zielonej szkoły. Oba wpisałam do kalendarzY, ale zanotowałam, że aktualny jest ten z końca maja… A to już!!!
Potem na e-dzienniku przyszedł meil od katechety, że spowiedź dla rodziców (przed rocznicą komunii Liliany) jest w czwartek i przypomniało mi się, że muszę TEŻ zrobić Lilce badanie krwi. Dziś rano byłyśmy w przychodni, bardzo źle panna to pobieranie zniosła i musiałyśmy chwilę posiedzieć w gabinecie żeby nie zemdlała. Ale już zjadła duże śniadanie i poszła do szkoły. A ja byłam na rynku i mam KWIATY.
Takie właśnie zawsze miała w ogródku moja babcia i takie moja mama często wstawiała do wazonu! Zgooglałam i nazywa się to botanicznie: goździk kamienny (tak go czasem Lutka nazywała), ale babcia mówiła po prostu na nie: kwiatki 🙂

