Nic tak nie dezonteriuje ludzi jak prawda

– Długi wrześniowy weekend (2013)

W epoce przed dziećmi myłam moje auto ręcznie. Nie ze względów ekonomicznych, lecz by NIE porysować karoserii (?). A moim ulubionym samochodowych kosmetykiem był… nabłyszczacz do opon! Cudowne 🙂 I pamiętam, że poznałam kiedyś gościa, który był z Włocławka. Miasto utrwaliło mi się dobrze, bo opowiadał, że jest taka trasa na peryferiach, którą jak się jedzie po zmierzchu, to się zgarnia do świateł TYLE owadów, że potem może dłutem je z maski ścierać 🙂

No więc, nie wiem gdzie moje auto tyle owadów załatwiło, ale jak przystąpiłam dziś do mycia (tym razem NIE ze względu na mikro urazy lakieru) to też oskrobałam się za wszystkie czasy. Nic z tego oszałamiającego efektu zostało. Brzoza pyli tak, że wszystko pokrywa żółtym pyłem.

<>

Podpisałam na siłowni umowę na 2 miesiące. Mam dość tego kombinowania i szukania bezpłatnych treningów. Nie będę mieć zajęć grupowych, ale mam rozpisany program pracy na urządzeniach. I jakoś do wakacji doleci!

<>

Zobaczcie jakie zabawne tabliczki przyczepili u Mieszka pod szkołą. Rzeczywiście rodzice podjeżdżają, maluch wyskakuje, przechodzi przez furtkę, a tam już przejmują go panie woźne. Idzie to wszystko sprawnie, nie ma co odprowadzać dalej 🙂