Piankowy test

W latach ’60 w Stanach przeprowadzono fajny eksperyment. Nazywał się on Test Marshmallow, od nazwy amerykańskiego przysmaku, czyli pianek… Przed grupą 4-latków położono na talerzyku piankę. Jeśli wytrzymały 15 minut otrzymywały DRUGĄ piankę. Dzieci miały też guzik, który miały nacisnąć, gdyby uznały, że NIE będą czekać. Po czym pilnująca dzieci osoba wychodziła z sali. Niektóre dzieci zjadały, inne nie, niektóre oblizywały, albo obgryzały. Jeden chłopiec, w roku gdy zmieniono pianki na Oreo, rozłożył je na pół wylizał krem i złożył z powrotem.

By uzyskać mówiące COKOLWIEK wyniki wrócono do tej młodzieży po 10 latach, i po kolejnych 10-ciu, uruchamiając po drodze kolejne edycje eksperymentu. I okazało się, że dzieci, które miały wysoki poziom samokontroli i nie zjadły PIANEK, osiągnęły w życiu sukces. Obama uwielbiał się chwalić, że przeszedł test Marshmallow! Btw. to ciekawe, bo on był w jednej z pierwszej testowanych grup.

Łucja by przeszła 🙂 Ona jest taki łakomczuch, że wizja otrzymania DRUGIEJ PIANKI by wygrała. Lila myślę, że też, bo ona lubi być obiektem eksperymentów, chociaż na etapie lat 4-ech miała problemy ze słuchem i nie wiadomo czy by usłyszała zasady… Mieszkowi, by test był miarodajny należałoby położyć na stoliku kabanosa a nie piankę 🙂 I wtedy nie wiem 🙂

 

Opowiedziałam dzieciom o tym teście i Liliana to spuentowała, że jej wychowawca by NIE przeszedł, bo nie chciał czekać na koniec lekcji, aż rozda cukierki 🙂

A oto jak się zabawiają dzieci genialne… Ja pilnowałam na górze Łucji (matma), a maluchy w tym czasie przywiązały gumę do ćwiczeń i zrobiły z niej procę. Po czym się wystrzeliwały…

<><>

Ale żeby nie było, że narzekam, to też je pochwalę. Poszłam wieczorem na siłownię. Nie byłam rano, bo coś szwankowała terma i zanim ją rozgryzłam to już było po zajęciach. Zapisałam się na wieczór (grupy wieczorne są oblegane i trzeba się zapisywać) i plan dnia układałam już uwzględniając krótkie wyjście około 19-stej. Ale na e-dzienniku przyszło przypomnienie, że Liliana ma w piątek sprawdzian z historii. Mówię więc do Łucji: Łucz, weź JĄ przepytaj z tych tematów i dat, które dostałam od nauczycielki. Po czym wieczorem jak już wróciłam, zapytałam Lilki myjąc je włosy: Powtórzyłście może tę historię? Wiesz coś, czy tak średnio? A Lilka mi odpowiedziała: Dostałam 15 punktów na 18, więc może być. Zapaliła się mi lampka: o co chodzi, bo przecież jeszcze NIC nie napisała, ale się nie zapytałam…

A później jak zeszłam na dół odkryłam, że Łucja ZROBIŁA jej sprawdzian!