🙂
No to Lilka! Za kilka dni panna kończy 10 lat, więc zaczynamy świętowanie. Część pierwsza z dziadkami już za nami. Babcia zrobiła obiad, my przywieźliśmy torcik i gromko odśpiewano 100 lat po raz pierwszy. Kiedy urodziła się dziesięć lat temu była za chuda. I tak jest cały czas. Apetyt ma najlepszy z całej trójki, ale nic niej tego nie widać. Jest genialna. Zaskakująca i nieobliczalna. Miłośniczka golfów, sukienek i pomalowanych paznokci u nóg (ona ma ten sam talent co ja, że ciągle któryś kontuzjuje i jej schodzi…) Wtedy w 2008 20 marca to był akurat Wielki Czwartek i zawsze jej mówię, że jest moją pisanką. Moim jajkiem z niespodzianką. Szkołę lubi, ma mnóstwo przyjaciół i mnóstwo zainteresowań. Nowością w jej zachowaniu jest nadopiekuńczość i troska o rodzeństwo. Nie do końca kibicuję tej cesze, bo mam wrażenie, że ją to ogranicza. BO nie chce by ją chwalono, gdyż inni mogą być zazdrośni, bo martwi się, że ktoś się zgubi, albo że będzie mu smutno jak poświęci się JEJ więcej czasu. Lubię ją w wersji samolubnej i nastawionej na siebie. Lubię ją zepsutą i beztroską. Wprowadzona w taki stan jest najbardziej kreatywna i urzekająca. I wtedy jak coś chce to albo to bierze, albo to dostaje. I nie zakłada, że może być inaczej. No cóż, mój plan na kolejny rok z LILKĄ zakłada przywrócenie tego stanu!
Btw. Tym razem okres świętowania chciałabym zmieścić w miesiącu 🙂


