Będę się upierać, że najcenniejszą rzeczą jaka możemy dać dziecku jest CZAS. A tam gdzie tych dzieci jest więcej również wyróżnienie go na tle pozostałych. Dlatego ważne są urodziny, wypady we dwoje (z jednym tylko z rodziców) i rozróżnienie tych cech niepowtarzalnych.
Dziś odbyła się KOLEJNA tura urodzinowa Mieszka. Od stycznia wisiało to nad nami, ale nie było kiedy. Najpierw dzieci nie było, bo były na feriach z tatą, potem były ferie szkolne, a potem Łucja była w sanatorium… W planie a)miały być na sankach, z ogniskiem i termosami z gorącą herbatą, ale nie dość, że nie było weekendów, to nie było śnieżnej zimy. Pewnie gdyby wiedziała, że DOKŁADNIE dziś będzie biało, można było by takie zrobić, ale gdybym 2 tygodnie temu rozdawała zaproszenia NA SANKI, wszyscy pukali by się w głowę 🙂
Zrobiliśmy je więc w muzeum! To PIERWSZE urodziny organizowane GDZIEŚ. Czy było łatwiej? I tak, i nie… Też ich uciszałam i ustawiałam, w trakcie imprezy musiałam odebrać pizzę, a wczoraj w tej śnieżycy jechałam po torcik dla niego. I trochę się tym stresowałam… Było kilka wpadek. Przede wszystkim zaginęła nam koszulka w dinozaury, którą kupiliśmy specjalnie na imprezę (szukałam jej wczoraj chyba godzinę i nie wiem GDZIE ją wsadziłam). Koleś od pizzy miał muchę, bo nie mógł nas znaleźć i musiałam go poszukać, a jeden z kolegów Mieszka zbił jakąś cenną skamielinę. Zapytałam się tej babki, czy coś muszę tu uregulować, ale nie musiałam. Strata wliczona w koszty. Nawinął się również policjant, który chciał mi wlepić mandat za parkowanie i to był fuks, bo akurat szukałam tego kolesia z pizzą i mandatu udało się uniknąć. Tyle trudów, a teraz same party:
Było super! Dzieciaki najpierw kolorowały dinozaury, potem miały wykład o skamielinach, potem podzielone na grupy musiały te skamieliny rozpoznać, a potem ruszyły na grę terenową w muzeum. Szukały śladów i odcisków. Podobało im się. Siedmiolatki są już jednak na tyle bystre, że śmiało można je wstawić gdzieś indziej niż do sali zabaw z kulkami. Miałam również całą masę lampionów i gadżetów urodzinowych, ale jak weszłam do sali gdzie miały być te urodziny, to pomyślałam, że jest piękna i nic tam nie należy dodawać. Na ścianach wisiały mapy i szkice, były piękne wielkie okna i dodając tę urodzinową tandetę tylko bym to zepsuła. Do kubełków nasypałam czipsy, a później dzieciaki włożyły tam gliniane figurki pomalowanych dinozaurów. Chłopcom najbardziej podobały się czaszki człowieka i prehistorycznych humanoidów oraz możliwość biegania pomiędzy takimi niezwykłymi eksponatami. Lilka odpowiadała na większość zadanych WSZYSTKIM pytań, typu: czym się różni paleontolog od archeologa i czym jest amonit… Łucja bawiła się również, ale też mi pomagała. Jak toczyłam dyskusję z policjantem ubrałam ją w doniesienie na salę pizzy, usadzenie maluchów i nakarmienie ich. I dała radę 🙂 Goście dostali prezenty od nas, a Mieszko od muzeum (nie wiedziałam o tym, a do zbiorów Mieszkowych kamulców doszedł kamień z odciskiem jakieś prehistorycznego zwierzaka).












Czyli czas na złapanie oddechu? Yyyyyy… Nie do końca. Jutro urodziny Lilki 🙂
