– piknął esemes o siódmej rano 🙂 I nowy tornister dla Lilki już jest!
Miałam dzisiaj w nocy koszmar… Śniło mi się, że obudziłam się o 11:30 i poszłam ze znajomą biegać. No i biegnę i przypomniało mi się, że przecież o 10-tej miałam robić urodziny Mieszka!!! Więc zawróciłam i zaczęłam biec do domu 🙂 I nie macie pojęcia, jak się ucieszyłam, gdy się w końcu obudziłam. Uff, to TYLKO piątek i nie mam żadnych ważnych wydarzeń 🙂 No dobra, musiałam podskoczyć do gminy, a potem wybrałyśmy się z Łucją po miękkie staniki (podobno na w-fie WSZYSTKIE dziewczyny mają takie krótkie koszulki). I właściwie to byłby sukces, bo takie znaleźliśmy, ale sypnęło śniegiem, ulice stanęły i wracałyśmy do domu astronomicznie długo
Za to w domu mamy coraz więcej ozdób Wielkanocnych. Byłyśmy wczoraj z Łucją na warsztatach stroików wielkanocnych w GOK-u i mamy DWIE ozdoby z koszyczkami 🙂 Żółty dostała wieczorem Lutka, która przyjechała posiedzieć z wnukami na czas zebrania w szkole, a niebieski, zrobiony przez Łucję, został u nas. Będzie jeszcze ładniejszy jak zakwitnie w nim hiacynt! Panna zrobiła też WIANEK z wierzbowych witek. W jego środku, na wygiętej gałązce jabłonki BUJA się kurczak 🙂



