Mam dziś dwa tematy. Oba raczej takie fizjologiczne FUJ, więc jak ktoś NIE lubi to NIE czytać dalej 🙂
Primo to moje wczorajsze spotkanie. Pojechałam na zajęcia/wykład/warsztaty o mięśniach dna miednicy. Z okazji Dnia Kobiet chciałam zrobić coś takiego bardzo pro-zdrowie kobiety. Jak wiecie one odpowiadają za masę rzeczy i okazuje się, że co trzecia kobieta (!!!) ma je za słabe. W głowie mam zakonnicę, z którą jechałam kiedyś jednym przedziałem sypialnym i ona się mnie spytała, czy może spać na dole, bo często w nocy korzysta z toalety. Oczywiście się zgodziłam, wgramoliłam na górną kuszetkę i zapadłam w sen, lecz ona rzeczywiście co chwila w nocy wychodziła. Otwierała drzwi na korytarz i wpadające światło mnie budziło. Pamiętam, że pomyślałam, że to bardzo niesprawiedliwe, że odcinasz się od ciała, poświęcasz czemuś NIE cielesnemu, a ONO przypomina mi o sobie w taki bezlitosny sposób.
Spotkanie było super, było mnóstwo młodych dziewczyn, które chciały przeżywać LEPIEJ, były dwie babki świeżo po porodzie i ze 3 moje równolatki. Mięśnie najłatwiej uruchomić na WYDECHU a wpływają na nie (!!!) też mięśnie gardła. Dlatego kobiety przy porodach powinny krzyczeć, bo to rozluźnia napięcie w tej części ciała. W innych sytuacjach 😉 też okrzyki są dobre, bo rozluźniają i wzmacniają odczuwanie tego co przychodzi później. Ćwiczyć je można na różne sposoby. Przede wszystkim zapomnijcie o kulkach, to świetny gadżet erotyczny, ale mięśni nie ćwiczą (wiem, sama je polecałam). Trzeba sikać powoli (i NIE przeć). Dobre jest chodzenie na obcasach (i zmienianie ich wysokości), no i niezbędny jest seks :). Jeśli chodzi o ćwiczenia na siłowni to zapomnijcie o trampolinach, a róbcie częściej podpory i ćwiczenia na drabinkach. Btw. klasyczne brzuszki są bez sensu, bo kobiety na ogół nie mają problemu z górną częścią brzucha, a częściej z dolną (taką mamy oponkę). Ach, no i nie rzucamy się w wir ćwiczeń po porodzie (Ania Lewandowska mogła sobie zrobić krzywdę, bo powięzie są wtedy osłabione i można na stałe doprowadzić do obniżenia macicy). 6 tygodni po nie robimy absolutnie nic, a kolejne 6 tygodni zaczynamy się powoli rozciągać. Kubeczki są dobre, wstrzymywanie strumienia przy sikaniu NIE. Ćwiczenia, które możemy wykonywać w domu polegają głównie na izolowaniu poszczególnych grup mięśni i kolców biodrowych 🙂
<>
Drugie.
Pani w szkole zrobiła piątoklasistkom wykład o higienie. Na w-fie klasy są łączone i dziewczynki z c, ćwiczą z tymi z d. No i jedna dość mocno się… poci. By więc nie piętnować jednego dziecka, wykład zrobiono wszystkim (bardzo słuszne) i zalecono by od tej pory panienki używały przed ćwiczeniami fizycznymi dezodorantu. Większość koleżanek Łucji już używa, więc musiałyśmy i my dokupić. Trochę miałam z tym problem, bo jest on jej zupełnie niepotrzebny, czyli musiałam znaleźć jakąś bardziej atrapę, która na dodatek NIE będzie szkodzić. Przekopałam net i odkryłam, że w żadnym wypadku nie powinnam kupować antyperspirantów, a deo spraye i coś co NIE ma w składzie aluminium (aluminium chlorohydrate/aluminium sesquichlorohydrate). Takich w supermarkecie nie było, ale jak pojechaliśmy do drogerii (akurat najbliżej miałyśmy tę na eR) to było ich sporo. Panna dostała taki o zapachu arbuza i drugi o zapachu waty cukrowej 🙂 I podoba się jej 🙂 A Lilka jak to zobaczyła to zapytała: A czy ja mogę też używać? 🙂 Jeśli będziecie musieli tak jak i MY kupić, to polecam :)
