ach, gdzie Ty! (wiosno?)

Zagadała do mnie babka na basenie. To znajoma Jerzego, z recepcji:

  • Pani dzieci to w ogóle nie chorują…
  • To prawda. Bardzo mnie to cieszy, ale nie wiem dlaczego tak jest.
  • Może jakieś witaminy dostają, albo szczepionkę?
  • No właśnie nie. I na diecie specjalnej też nie są żadnej… Jedyne co je różni od innych dzieci, to że mamy w domu zimno.
  • Ja też mam chłodno i wietrzę, ale moje chorują.
  • Ja mam zimno, nie chłodno 🙂

Ale powiem Wam, że chociaż lubię dorabiać do tego ideologię, że to i zapobiega starzeniu i że w takiej Syberii zarazek się nie uchowa, to NIE lubię tego mojego zimna. Czujecie klimat, że umarzł mi jedyny kwiat w domu? Fikus w mojej sypialni? Wchodzę czasem do innych domów i ogarnia mnie ta ciepła błogość i wcale nie chce mi się wychodzić… I zazdroszczę. Pamiętam, że kiedyś przy pierwszym boyfriendzie mieszkałam w domu, gdzie woda w kranach była pobierana głębinowo z jakiejś płytkiej wysokości. I była fatalna. Żółtawa i strasznie ciężka. I czasem jeździłam do NIEGO, do jego mieszkania, wchodziłam do łazienki, odkręcałam wodę i mówiłam: Wiesz, wykąpię się u Ciebie.  I wykrzykiwałam później z łazienki: Masz najwspanialszą wodę na świecie! 🙂 A teraz mam tak z tym ciepłem 🙂 Lecz obiecuję Wam i sobie, że kiedyś to ulepszę 🙂 A ponieważ kiedyś znaczy nigdy, umówmy się, że zrobię to w ciągu najbliższych pięciu lat! 🙂

<>

Pierwszy marca. Na razie zima trzyma, ale mamy dziś dużo słońca, a za tydzień o tej porze zapowiadają już deszcze. Trudny był grudzień, szybko zleciał styczeń, a luty po prostu mignął. Dzieciaki mają kurtki, buty i czapki. Spokojnie możemy zacząć kolejny sezon bez uzupełniających zakupów.

W porównaniu do ubiegłego roku mniej biegałam, chociaż wzięłam udział w dwóch biegach. I ogólnie atrakcji mi nie brakowało. Mało było śniegu. Raz żeśmy ruszyli spod domu sankami… Za to ŁYŻWOWA była ta zima! Dla mnie. Dzieci jeździły mniej niż ja, ale JA… do obrzydzenia. I TAKIE maMY parcie na ten sport, że zdaje się, że jeszcze chwilę randki będą się głównie na lodowisku. W przyszłym roku Łucja potrzebuje nowe łyżwy, no i trzeba poduczyć Mieszka. Na nartach już śmigają wybitnie, ale łyżwy powinniśmy poprawić. Co jeszcze:

  • Kolory: czarno czerwona kratka. W tym połączeniu były i damskie i męskie koszule oraz marynarki. I jak jestem w jakimś ludzkim skupisku to ZAWSZE jest przynajmniej jedna osoba w takich kolorach.
  • Warzywo- topinambur. Wynalazłam go dzięki Lutce i Okrasie i bardzo mi do zimy pasuje.
  • Kosmetyk – olej do włosów. Najbardziej upierdliwy kosmetyk świata, ale bardzo, bardzo skuteczny.
  • Klocki – odkryliśMY Star Warsy. Byliśmy w kinie na filmie i pokochaliśMY zestawy z Gwiezdnymi Wojnami.
  • Największy Hit i Żenada tegorocznego Sylwestra i Karnawału to Sławomir. Absolutnie nie wiem jak to się stało, że to wszędzie leci, a moje dzieci znają do tego słowa (Diabli też im tego nie puszcza, a mimo to Mieszko ciągle śpiewa: Rycerzem jestem ja, a Ty królową nocy…)
  • Apka: Musicali. To co dzieciaki wyrabiają na tej aplikacji jest niesamowite. Łucja pytała się mnie, czy może założyć sobie Instagram jak wróci, ale Musicali przebija wszystko. Snapchat? Co to takiego było?
  • Napój: herbatki. Wczoraj dokupiłam kolejną wielką paczkę lasek cynamonu i rozgrzewające herbatki będą naszym ulubionym napojem pewnie do końca marca.
  • Kuchnia: odkryłam koreańską, ale cały czas uważam, że indyjska na zimę jest najlepsza. Kilka też razy piekłam większe ptaszyska typu kaczka (miałam przerwę w takich potrawach, ale to jest bardzo smaczne i wygodne).