San!! KYA!!!

No to mam w domu pełnoprawnego karate-kę 🙂 Wczoraj bardzo późnym wieczorem Mieszko zdobyłł BIAŁY PAS! Na egzamin stawiło się bardzo dużo dzieci i to zdających na różne stopnie, ale ponieważ ja zapisałam młodego dużo wcześniej to zdawał w pierwszej dziesiątce.

Egzamin zawierał sprawdzian z podstawowych ruchów (kata) i część merytoryczną. Były oczywiście okrzyki bojowe i to TEŻ było super, bo Mieszko jest dość cichy, więc takie głośne ekspresyjne reakcje są bardzo dla niego dobre. Pytania egzaminacyjne były np. o to skąd pochodzi karate, jak nazywała się japońska wyspa gdzie powstała pierwsza szkoła karate i co oznacza słowo karate. Btw. Nazwa karate oznacza „pusta dłoń”, bo w karate nie ma broni. Trzeba wiedzieć jak się przed bronią osłonić, ale sam karateka broni nie używa. Mieszkowi poszło bardzo dobrze. Na początku trochę się speszył, ale jak się rozkręcił to oni mu się nogi czy ręce nie mieszały, ani nie podglądał innych jak coś tam należy robić.

Fotorela: wyłuszczanie zasad egzaminu:

Rozgrzewka:

Skupienie przed walką:

I już sam egzamin:

A to chwilę po otrzymaniu gratulacji, że ZDAŁ! 😀

<><>

Łucja ma na jutro do szkoły, na angielski, przynieść ciasto zrobione wg przepisu angielskojęzycznego. Trudne? Nie specjalnie 😉 Wykombinowałyśmy, że WPIERW zrobimy bezy, a POTEM znajdziemy przepis na bezę w języku angielskim (nie lubię tych ich przepisów bo stosują dziwne miary i czasem zbytnio komplikują). Żaden smakosz się nie zorientuje 🙂 Bezy będą połączone parami kremem czekoladowym (mascarpone+nutella) i żeby jeszcze bardziej urozmaicić to będą NIE bezy klasyczne, a kokosanki. Ponadto po ingliszu ma klasową wigilię, gdzie każdy ma coś przynieść. Robię więc czekolado-bezo-kokosanki w wersji hurt!

w przerwie między oporządzaniem ryb

Spotkałam wczoraj córkę sąsiadki. Mieli dwa koty i psa, a teraz dorzucili sobie jeszcze jednego psa. Przywieźli go z jakiejś fundacji szczeniaków, gdzie trafił po potrąceniu go przez samochód. Miał łapkę w gipsie, ale już bryka. Jest mały, wszędzie sika i ma uszy wielkości głowy 🙂 Dziewczynka oba psy wyprowadza, a za nimi podąża jeden z kotów.

No i tak sobie pomyślałam, że też adoptujemy takiego pieska. Nie teraz, może na jesieni, mniejszego niż Sziwa, żeby dzieci mogły go same wyprowadzać. Pojedziemy do jakiegoś schroniska/azylu/przytułku i przywieziemy. Znając życie Miaustra spuści mu łomot, bo robi tak każdemu psu, który wchodzi do nas do domu, ale będzie młody, a nie całe życie dzieci mają zwierzaki w wieku leciwym (no dobra Klarens trafił do nas jak miał rok, ale już był zdefiniowany nienawidzić świata 😉

Z pomysłem podzieliłam się Łucja i pomysł się spodobał. A dziś rano sprzedałam ideę Lilce.

  • Pieska? Ale ja chciałam świnkę. Nie możemy mieć świnki?

I to tyle było tego planu 🙂

 

Pokażę Wam fotkę, którą dostałam czas jakiś temu od taty. Zatytułował zdjęcie: Kiedy to śniadanie? To są koty, które do nich przychodzą. Bezdomne. Starszym bratem tego towarzystwa jest Klarens… Lutka przymierza się do dwóch z tej ekipy, no i może my też sobie trzeciego kota weźmiemy. To by był zestaw! TRZY koty i jeden pies 🙂

<><>

Oglądamy wieczorem świąteczny film Disneya. Kolejny. „Świąteczna zadyma w Los Angeles”. Scena finałowa: z „taksówki” wysiada ojciec dzieci. Dzieci wraz z matką wybiegają w piżamach na ten śnieg, żeby go przywitać. Zdążył na święta. Bzdura, że oni w tych piżamach na śniegu. I on wyciąga pudełko i jej daje. Ona wzruszona je otwiera, a tam zawieszka ze śnieżynką. Amore, amore. Łucja:

  • No, proszę… On jej kolejną zawieszkę do bransoletki daje??

🙂

Jemioła – JEST!

W ramach wolnych poniedziałkowych wieczorów wybrałam się wczoraj na wykład i warsztaty z profilowania. Zajęcia były przeznaczone dla psychologów, osób pracujących w kryminalistyce, dziennikarzy śledczych i w pewien sposób również dla pedagogów. Temat wydał mi się ciekawy, rzeczywiście było niesamowicie i na kolejne spotkania TEŻ się chciałabym wybrać (to było pierwsze z cyklu). Niewiele było o tym co ciekawiło mnie najbardziej, ale to co było- było świetne.

Profiler to ktoś kto tworzy sylwetkę sprawcy na podstawie dowodów i okoliczności. I nie ma znaczenia jakiej skali jest wykroczenie (czy to qpy na wycieraczkach sąsiadów czy seryjne napady na banki spółdzielcze)bo zawsze występuje pewnego rodzaju schemat (system rozgryzają nieustannie Amerykanie). Powiem więcej: jeżeli zamierzasz być takim seryjnym sprawcą (i np. zabierać urocze wianki z drzwi) powinieneś przede wszystkim odbębnić lekcje profilowania by wiedzieć jak uniknąć schwytania.  Mistrzami profilowania na podstawie przedmiotów są np. pracownicy supermarketów pracujący na kasach. Oni już po 4-5 zeskanowanych przedmiotach potrafią określić status materialny, rodzinny i społeczny klienta. Wiedzą czy szykuje się impreza, czy ktoś jest wege i ile ma dzieci.

Ważny jest pierwszy przypadek i relacja do miejsca, gdzie to wystąpiło. Mamy w Polsce bardzo wysoką wykrywalność sprawców (nieporównywalnie wyższą niż w US), ale know how przychodzi z zagranicy. Oficerowie śledczy to są łebscy ludzie, którzy mają nosa. Temat będzie powracał 🙂

<><>

Przywiozłam z rynku jemiołę. Piękną, dorodną i kulistą. Przywiozłam i od razu oddałam… A wszystko dlatego, że jak odprowadziłam Mieszka do szkoły to zajrzałam na kawę do znajomej. I ona kupiła choinkę. Dwa razy jak moja… Jest rozłożysta i imponująca jak w holu biurowca, albo foyer teatru. No dobra, nie ma takich WSPANIAŁYCH bombek jak moja, ale rozmiary mnie zgniotły. No i z tym kompleksem gigantomanii pojechałam na rynek i wybrałam jemiołę za DUŻĄ. Gdybym ją sobie przywiesiła do lampy to zamiast pomyślności w nowym roku miałabym zamiatanie tynku… Dałam ją więc Lutce, a sama sobie przywiesiłam kilka gałązek :/

TOP prezentów pod choinkę

Na jaką stronę nie wejdę, to z boku mi migocze baner do kolejnego artykułu o najgorszych prezentach pod choinkę… I co tu kryć na niektóre kliknęłam. Iii? ONI wszyscy NIE mają racji!

SKARPETKI – to naprawdę dobry prezent. Co roku uszczęśliwiam nimi tatę i sama też się z takiego prezentu cieszę. Skarpetki, bielizna termiczna, kalesony (Mieszko dostał na Mikołajki dwie pary z Supermenem) albo wełniane rajstopy to coś co się zawsze przyda 🙂 Lubię prezenty praktyczne, a jak sama mam kupić sobie kolejny pięciopak to zawsze wydaje mi się, że jakieś tam skarpety mam. Skarpetki zdecydowanie tak! Praktyczne ciepłe rękawiczki też 🙂

GARNKI – to też nie jest złe. Kiedyś dostałam od ex-męża żelazko na urodziny i to był bardzo fajny prezent. A wielka patelnia, którą dostaliśmy kiedyś wspólnie pod choinkę to jeden z lepszych prezentów ever 🙂

KOSMETYKI/ZESTAWY – TEŻ bardzo dobry prezent. Zużyje się wszystko. Czy to kolorowe czy kosmetyczne 🙂 To zdecydowanie lepszy prezent niż polecane wszem i wobec perfumy, które ja lubię mieć konkretne.

WEJŚCIÓWKI/VOUCZERY na różne wydarzenia – rzeczywiście bilet na koncert pop, albo bieg to może być średnio trafione. Chociaż pakiet na color run (już dostępny) to super opcja. No bo nie każdy chce biegać i nie wszyscy lubią określony typ muzyki. Aaale już bilet na zaproszenie kulturalne przez duże K to bardzo fajny pomysł. Czy to na przedstawienie, operę czy balet. Albo nawet na chór czy cyrk de Solei ;)(będzie takie wydarzenie na wiosnę).

KALENDARZE – a tu powiedziałabym, że NIE… Tzn. kalendarze ze zdjęciami dla dziadków jak najbardziej tak, ale plannery wszelakie, albo naścienne raczej nie. Chyba, że ktoś korzysta i tego oczekuje, ale JA co roku dostaję i to nie zapisane leży przez 12 miesięcy. Przydaje mi się kalendarz na lodówce, bo na nim marzę wszystko o czym nie mogę zapomnieć, ale notesy są nieprzydatne.

Ale róbcie jak chcecie 🙂 Po prostu te wszystkie NIE są absolutnie bzdurne 😉

<><>


  • Wiesz mamo, postanowiłem, że Dzióbek będzie taką zabawką, którą przekażę mojemu synowi, a on przekaże swojemu synowi.
  • To wspaniały pomysł, Mieszko, ale może ja zamówię jeszcze kilka Dzióbków na wypadek gdybyś zgubił też tego?
  • Tak. Zamów! Żeby zawsze był zapasowy!

Zacytuję za moją mamą gdy po raz pierwszy zobaczyła moje zdjęcie: To nie wygląda dobrze

– „Wróżkowie Chrzestni- Dorośnij Timmy”, Crocker do Timmiego; w ramach świątecznej ramówki Nickleodeon

Dawno nie pamiętam poranka, kiedy NIC nie musieliśmy 🙂 Nawet pamiętałam mój sen: śniło mi się, że listonosz przyniósł wszystkie zaległe paczki… A gdy się obudziłam to w pierwszej chwili bałam się, że zaspałam!

Siedliśmy więc do oglądania bajek z Mikołajem w tle i zabraliśmy się za… szycie! Dawno temu zamówiłam z Ali kawałki materiałów. Fat quarters. Mam zestaw czerwony oraz fioletowy, a gdzieś krąży i MOŻE kiedyś dotrze zestaw z misiami polarnymi. Z pliku tkanin wybrałyśmy te, które wydają się nam NAJbardziej świąteczne i panny zabrały się za szycie serduszek. A jak skończyły przykleiłyśmy je do niebieskiego wianka. Wianek jest od od kilku lat, ale znudził nam się w wersji klasycznej. Doklejone zostały jeszcze dwie świąteczne postacie i DZIEŁO już wisi na drzwiach!

<><>

Pomimo początkowych założeń ruszyłam DZIŚ do sklepu. Wyłącznie po drożdże bo zamarzyła się towarzystwu pizza… Znalazłam je dopiero w TRZECIM okolicznym sklepie i spotkałam tam przyszłą teściową Łucji. Chwilę pogadałyśmy o różnicy pomiędzy świeżymi a suszonymi drożdżami, a w domu mówię do panny:

  • Ten Ostry to świetna partia. Jego mama piecze dziś babeczki!
  • Mhm. Ale on jest Placek.
  • Co tzn? To coś jak Klusek?
  • Tak.
  • Pierwszy partner jest zawsze podobny do ojca. Jesteś skazana na określony typ. I pomyśl: BABECZKI…

Weekend bez zakupów

Chrzestny Lili jest melomanem. Tzn. konkretnie nie on, a jego mama, ale szlakiem muzycznych wędrówek podąża cała JEGO rodzina. I pod koniec lata, jego druga połowa, jedzie ZDOBYĆ bilety na kolejny sezon. Na jakieś niezwykłe wydarzenie muzyczne. Dla jego rodziny i wszystkich, którzy z PEWNOŚCIĄ chętnie wezmą w tym udział 🙂 W ten sposób pojawia się data nienaruszalna… I w tym roku był to 16 grudnia.

Zjedliśmy gofry, ubraliśmy się ładnie i pojechaliśmy! 🙂 No i pomimo początkowo umiarkowanego zapału baardzo nam się podobało. Wszystko były przepiękne i bardzo cieszę się, że dzieci mają na tyle dużą wrażliwość, że balet i muzyka klasyczna ich nie nudzi. W holu przed spektaklem, przy wielkiej choince, dziecięcy chór śpiewał kolędy, a wiele dzieci ubrane było w świąteczne kratki. Ślicznie!

<><><>

Jechałam wczoraj wieczorem na kettle. Zawsze jak jadę, odpalam dzieciakom jakiś film, robię herbatę i na godzinę znikam. Tym razem na hbo film wybierał Mieszko. I chciał Gwiezdne Wojny. I coś tam ustawiał i film nie wchodził. Zaczął się denerwować, więc zainteresowałam się co on wpisuje, że mu się nie udaje. I okazało się, że wpisywał:

Imperium KROMKAatakuje :)))

Wezmę pieniądze, telefon i TRZY szminki od Jędrka

– Łucja przed klasową wycieczką do kina… Zapytałam, po co TYLE szminek, ale odpowiedziała: Czy Ty wiesz, jak pierzchną usta po pop-cornie??

 

Wczoraj miałam dni otwarte w szkole. Spotkania oko-w-oko nauczyciel-rodzic. Poszłam do Łucji – tu wszystko ok, zasygnalizowałam, że Łucja marzy o pasku w tym roku i że najprawdopodobniej wypadnie jej miesiąc nauki ze względu na sanatorium ortopedyczne (tak jak klasie IV-tej). Potem poszłam do sali Lilki, gdzie była gigantyczna kolejka (bo nie tylko jako do wychowawcy, ale też jako do nauczyciela matematyki). Odstałam, odsiedziałam gadając z rodzicami na różne tematy… Okazało się np. że Lila wraz z koleżanką chodzą w piątki po lekcjach do kolegi! Mikołaj ma akwarium i one ostatnio uszkodziły krewetkę (??). To była taka zabawna sytuacja, nikt o nic żalu nie ma, ale powiedziałam tacie Mikołaja, że ma te dziewczyny po prostu WYWALAĆ.

No a potem weszłam. Wychowawca Lili jest młody i był wczoraj tym tłumem rodziców zmęczony. Postarałam się więc być lakoniczna i błyskawiczna:

  • Pani jest mamą Lili.
  • Tak. I o Lili będziemy rozmawiać.
  • Lila jest nieśmiała i spokojna.
  • Tak to też. Ale nie o tym. Lila uwielbia matematykę i uwielbia Pana. I to jest bardzo pozytywne, ale ponieważ u niej wszystko jest ekstremalne, to boję się, że nastąpi jakaś reakcja zwrotna. Że na czymś się sparzy i straci zapał.
  • Będę uważał.
  • Wiem. Ona świetnie się czuje w zadaniowości szkoły i regułach. I lubi logiczność Ona nawet z polskiego zaczęła lepiej pisać gdy pojawiła się ortografia i okazało się, że wszystko ma jakieś zasady. Chodzi o to, że niektóre polecania w podręczniku można rozumieć dwojako. I ta różnorodność pojmowania ją frustruje. Ona się wtedy zawiesza. Ja wiem, że Pan ma całą klasę, ale jeśli zauważy Pan, że nad czymś za długo myślą to może to być to.
  • Różnego rodzaju polecania są konieczne. Żeby one nauczyły się…
  • Zgadza się, po prostu ja się boję tego zniechęcenia u niej. Na razie wraca do domu i pierwsze co robi to odrabia matematykę. Czasem zapomina o angielskim, ale o matematyce zawsze pamięta. Ostatnio tłumaczyła mi czym jest pierwiastkowanie i że to odwrócenie potęgi…
  • To MOJE słowa!
  • Tak mi się wydaje. Trzy słowa, których JA nie zrozumiałam. 🙂
  • Myślałem o stworzeniu kółka matematycznego dla najzdolniejszych uczniów, ale nie wiem czy w tym roku dam radę.
  • W tym roku to już nie ma co. Wydaje mi się, że piąta klasa jest prostsza i to będzie wtedy łatwiejsze.
  • Chyba rzeczywiście jest prostsza. A może jakieś kangurki albo olimpiady?
  • Można, ale to jest tak, że mam wrażenie, że łączone są roczniki jeśli chodzi o materiał i dziś starsza córka pisała z polskiego o zasadach ortograficznych i jest rozżalona, bo był materiał klas szóstych, a ona jest w piątej.
  • No tak. Łączy się materiał z różnych klas…
  • Nie będę przedłużać, bo tam na korytarzu jeszcze tłum 🙂

I poszłam, ale zadowolona, że znów mi dzieci chwalili :)

a wieczorem zebrania w szkole…

Pamiętacie, że w październiku miałam szkolenie? Cały czas Wam się nie przyznam z czego, ale dziś miałam egzamin. To nawet nie połowa, bo przede mną staże w szkołach, lecz fajnie, że to ruszyło 🙂

 

Aaale, by dotrzeć do Łodzi na czas musiałam wstać wcześnie. I tu pierwsze zaskoczenie, bo sądziłam, że o szóstej drogi są puste, a tu okazało się JUŻ tłoczno. Nie macie pojęcia ile ludzi wstaje o piątej! Jechałam pociągiem, bo uważam, że to i taniej i bezpieczniej. I w pociągu miałam kilka pozytywnych obserwacji 🙂

Przede wszystkim jechały sobie trzy babeczki na zakupy. Super! Wstały rano, spotkały się na dworcu, kupiły sobie po dobrej kawie i drożdżówce i jechały. Starsze ode mnie, takie w wieku Lutki. Rozmawiały o prezentach. Jedna opowiadała, że kupiła dla bratanicy bransoletkę, a dla małego (wnuczek?) szalik z pomponami i reniferem. Inna opowiadała, że lubi zbierać drewniane figurki Jezusa i cała rodzina o tym wie i co roku na święta dostaje kolejną 🙂 Do jednej zadzwonił mąż i rozmowa była taka: „Jak to dlaczego Cię nie zabrałam?[_] Bo jeszcze nie dostałeś emerytury! [_] Połowa jest moja. [_]To wtedy Cię zabiorę.” 🙂

A w drugą stronę jechała para. Tzn.ona miała męża, do którego co chwilę dzwoniła, a on opowiadał o nartach, na które co roku jeździ ze swoją dziewczyną. Para ludzka, gdzie oboje pisali doktorat z antropologii (??). W pewnym momencie zeszło na koty, które mieli. I on opowiadał, że znalazł nad morzem taką szarą kuleczkę, którą karmił podgrzanym kozim mlekiem a wyrosła z niej taka niewdzięczna diablica 🙂 I że jak ją chce włożyć do kontenera, bo jadą do weterynarza, to potrafi wbić się pazurami we framugę, tak że nie można jej wyrwać 🙂 To tak jak Klarens, który pogryzł dziś Lutkę, bo za wolno napełniała miskę 🙂 Babcia miała rano dotrzeć do wnuków, ale też utknęła w tym jeszcze „nie jutrzenkowym” ruchu i dzieci wyprawiły się do szkoły same. Łucja obudziła o siódmej Lilę, kazała się jej ubrać i podgrzała jej mleko :0

Dworzec Łódź Fabryczna jest przepiękny. Mogła by tam być jakaś siłownia czy coś, bo trochę nudno, ale jest pięknie!

Ten, co nawija tylko o interesach, jest życiową niedojdą

– mr. Del Rio, cały czas do prasowania leci „Ozark”. Najbardziej podoba mi się, że ten główny bohater SZYBKO myśli

 

Z okazji ZIMY Łucja jeden podwójny w-f w tygodniu będzie spędzała na łyżwach. Zabrałam jej z szafki rolki i wykopałyśmy z gospodarczego łyżwy. I tu mały zonk, bo łyżwy, które mają rosnąć ze stopą to całkowita lipa. Wczoraj poszerzyliśmy je na maxa i proporcje buta do łyżwy są tak mocno zachwiane, że jeździło się podobno przeciętnie :/ Ale ogólnie pomysł zajęć fizycznych super! 🙂

Nareszcie zrobili coś mądrego – „powiedział” Klarens i odkrył na nowo swoją ulubioną zimową miejscówkę 🙂 Gość jest z lasu i brakuje mu DRZEW w domu 🙂



Cho-INKA!

Mamy! Do domu pomógł przytachać Ciasteczkowy, razem żeśmy OSADZILI i JEST! 🙂 Dzieci będę miała w tym roku tylko przez jeden dzień świąt (buuuu…), więc chciałam, żeby ta atmosfera JUŻ była. Trochę był dendżer gdy odkryłam, że NIE mam światełek, ale przypomniało mi się, że JUŻ rok temu nie miałam i NA koniec sezonu kupiłam, żeby były na zaś… I rzeczywiście w jednym pudle miałam nową paczkę! 😀

Także stoi! Dzieciaki marudziły mi też, że ZAWSZE na 6 grudnia miały gotową małą choineczkę w pokoju. Mała również już ubrana, ale widziałam w tym roku taką jasno-różową i umówiłam się z pannami, że w przyszłym roku kupię i wtedy mała zielona poleci do pokoju Mieszka, a one będą mieć taką vintage 😉

12:00

18:00

Mała, w pokoju dziewczyn, którą ubierają i zdobią sami 🙂

A tu jedna z NOWYCH tegorocznych bombek. SOWA, kupiona przez dziadka:

Pochwalę się również nowym dziecięcym pomysłem. Miałam takie przezroczyste bombki i kidsy mi powrzucały do nich różne rzeczy. Sztuczny śnieg, kulki styropianowe, klocki i wstążki. Niżej jedna z nich. Lilkowa z piórkami: