Każdy z nas został kiedyś przyłapany przez własną matkę

– Mindhunter

Pamiętacie, że byłam na zajęciach z profilowania? Dostałam tam listę seriali do obejrzenia i właśnie finiszuję pierwszy z listy. Trudne to, bo bez dzieci mam mało prasowania, a jednak bym chciała przyjemne z pożytecznym łączyć, więc również jem przed telewizorem, zszywam jakieś dziurawe zaległości w dziecięcej odzieży oraz wypruwam metki. Bo serial Mindhunter jest szałowy. Rzecz się dzieje w latach ’70, kiedy w Quantico powstał dział behawioralny i badacze próbują przekonać szefów, że warto wiedzieć co inni ludzie myślą i jak planują swoje działania. Kolejne z listy to Manhunt: Unabomber; Luther; The Fall (dwa sezony dawno temu były) oraz The Following (próbowałam już kiedyś, ale wtedy nie zaskoczyło).

Koniec roku zakończyłam spotkaniem biegowym. To było takie specjalne spotkanie dla biegaczy, mieliśmy stacje na trasie, gdzie wykonywaliśmy RÓŻNE ćwiczenia tanecznie 🙂 Np. takie skipy A, parami w rytm Georga Michaela. Extra. Potem nas zgonili do jednej knajpy, gdzie najpierw dostaliśmy śniadanie, a potem był cd sekcji tanecznej. Bo jeden z biegaczy jest tancerzem, ma jakieś tytuły mistrzowskie i przygotował dla nas lekcje rock&rolla 🙂 Także umiem nogami robić jak Elvis!!! :DD Teraz sprzątam, szoruję na mokro te dziecięce dywany i nawet znalazłam jedną zaległą książkę ze szkolnej biblioteki (to wyjątkowo dobra wiadomość). Do sklepów konsekwentnie nie jeżdżę, czeka mnie więc kolejny dzień z kaszą, cebulą i makaronem… (mam też sporo jabłek i jajek – nie zginę 🙂

Rekreacyjnie, roz-spinkowo mam dla Was trzy zabawne obrazki. Wczoraj widziałam się z bratem i próbował zrobić zdjęcie Miaustrze. Nie udało MU się to, bo koty są trudne do fotografowania. Jakby nie było cykl niżej nazywa się: „Kiedy próbujesz im zrobić ładną fotografię, a ON taki jak zawsze”…