Zaczynamy podsumowania i na pierwszy ogień wrzucam DOM.
Co się udało? Całkiem sporo. W lecie zrobiłam podmalowanie ścian, malowanie leżaków i parapetów. Ciasteczkowy naprawił dwa niesprawne od lat punkty świetlne i to też super. Wymienił też uszczelki w odpływie zlewu, raz przepychaliśmy go razem i podłączył pralkę. Było jedno dużo przyjęcie w domu (komunia Lilki) i też organizacyjnie dało radę. Zabrałam się za ogródek i dzięki podarowanej drabince podparłam jeden leżący krzak. Zakwitł mi w końcu hibiskus i znalazłam w gospodarczym anty-mech, którym muszę na wiosnę spryskać trawnik. Z takich małych rzeczy w marcu urwały mi się drzwiczki w kuchni i SAMA sobie je wymieniłam. Wieszaliśmy wianki i sadziłam kwiaty w donicy przed domem. Miałam też dużo kwiatów w domu, właściwie całą wiosnę i lato.
Co się NIE udało? Zmiana tapicerki w komplecie wypoczynkowym na dole… Aaaale, Jerzy ma kumpla tapicera i właściwie jestem z nim już umówiona, więc jest szansa, że w 2018 to w końcu zrobię. Nie wycyklinowałam też podłóg, ale też jest KUMPEL cykliniarz, więc może latem mi się uda to zrobić. Z rzeczy zaplanowanych na 2017 nie ruszyłam lampy na dole, ale z lampą będzie się działo (o tym będzie w styczniu). Za to… zamówiłam żarówki z taką płonącą diodą, lecz nie mam pojęcia, kiedy dotrą. Nie kupiłam mopa, bo bez psa nie jest aż tak konieczny, natomiast kupiłam żelazko, które po miesiącu się rozwaliło
W porównaniu do lat poprzednich doszło mało, ale były to rzeczy ważne. Paradoksalnie największą frajdę sprawił nam nowy dywanik do łazienki. Jak go położyłam do dzieciaki chodziły po nim na bosaka w tę i z powrotem. Chyba więc korzystając z wyprzedaży kupię jeszcze jeden 😉 Ważnym elementem było też biurko dla Mieszka, które dostał w styczniu i krzesełko, które doszło pół roku później. Lubi przy nim siedzieć i chyba nie wyobraża sobie swojego pokoju bez tego elementu. Doszło kilka skorupek (nasz ulubiony pojemnik do zimnych serników), talerzyki deserowe, patera i imbryczki, w których na okrągło zaparzam rozgrzewające herbaty.
W kwietniu padła pralka i doszła NOWA. Pierze wspaniale, nie robią się plamy i to jest wyjątkowo przyjemne 🙂 Umocowałam też moje biegowe medale. Cały czas dość prowizorycznie, ale jest zdecydowanie lepiej niż na klamce do sypialni… TERAZ wiszą na nieużywanej bramce do blokowania schodów. Przerobiłam też stojącą lampę w pokoju Mieszka i wygrałam chwilę czasu do kupienia nowej. Do projektu dom wrzucę też zakup sporej ilości różnokolorowych skrawków materiału, z których jeszcze nie wiem co będę robić, choć przydały się już nam przy szyciu serduszek do wianka.

2018?
No cóż… Przechodzi kanapa – bo jest obrzydliwa, cały czas leżą na niej narzuty, ale ma bardzo dobry kształt, wiec muszę ją po prostu obić. Powinnam również pamiętać o podsypaniu antymchem ogrodu. Cyklinowanie dołu obowiązkowo. Jeszcze w lecie zepsuła mi się kuchenka i nie działa jeden, najmocniejszy, palnik. Jerzy coś gdyba, że to może bezpiecznik, jeśli by się udało wymienić to było by idealnie. Poniszczyłam małe narzędzia kuchenne. Nie mam otwieracza do konserw (od 3 miesięcy otwieram puszki nożem jak skaut) i dobrego podbieraka. To nie jest duży wydatek, ale ciągle mi to ucieka. Cieszę się, że nie muszę kupować biurek i że nie szykują mi się duże imprezy.
