Kocie święta

  • Chyba na święta najbardziej lubię karpia w galarecie. Tatuś, a Ty?
  • Ja smażonego karpia. Lucia chyba też.
  • Lubię, ale najbardziej chyba jednak czerwony barszcz.

Podobno nasze wigilijne menu jest najzdrowsze na świecie. Żaden inny naród nie skomponował tak wyważonych dietetycznie dań 🙂 Ja tą galaretę z karpia to mogłabym cały rok jeść. Natomiast zrobiłam w tym roku zupę rybną. Lata jej nie robiłam, jej zawsze wychodzi ZA dużo, ale skoro nie było dzieci, dla których ona jest obrzydliwa, ruszyłam wczoraj rano z gotowaniem. Nie udało mi się kupić samych ogonów (bo najpierw przygotowywałam wywar), więc kupiłam całe ryby i je po prostu sprawiłam. Zupa była z ryb morskich (łosoś, halibut, dorsz i dwie małe flądry, które poza jakimiś skrawkami poszły na wywar) i dorzuciłam do niej podgrzane na patelni krewetki. Starałam się zmniejszyć proporcje, lecz i tak wyszło sporo. Pierwszy tester, ubrany w KOLOROWE skarpetki, spróbował jej około 13-stej (wczoraj) i uznał za DOBRE. Resztę więc wstawiłam do auta i pojechałam na obiad do dziadków!

 

Te zapachy gotującej się ryby doprowadzały koty do szału 🙂 Za czasów Klarensa tej zupy nie robiłam i on niemalże z garnka wyciągał kawałki gotującej się ryby 🙂 Lodówkę mam pełną, choć nie przepełnioną, bo Lutka też wprowadziła w tym roku wariant minimum, dziadki dziś rano pojechały na Sylwestra, dzieci dotarły na miejsce (podobno wszystko bielutkie i zaśnieżone), czyli czas ruszyć z zajęciówką dla mnie. Co będę robiła, opowiem Wam jutro, bo dziś jeszcze jedziemy na ŁYŻWY (oczywiście w ZBYT kolorowych skarpetkach)…