Słuchałam w radiu rozmowy z którymś kardynałem. I bardzo mądrze mówił, że w świętach najważniejsza jest atmosfera i spokój. A w prezentach to że je otrzymaliśmy, bo ktoś o nas myślał. Że liczy się gest i intencje. Nie tyle ważny jest obrządek świętowania, a radość i wdzięczność za to, że możemy być razem z innymi ludźmi, którzy są dla nas ważni. Mówił też później jakiś dietetyk, żeby pamiętać, że na święta mamy RÓWNIEŻ TYLKO jeden żołądek i że można dorzucić potrawę lub dwie więcej, ale więcej to już za dużo. I jeszcze zabawnie ktoś opowiadał, że jak rozmowa schodzi na niewygodne tematy (polityka, prokreacja, ożenek) to najlepiej rzucić: Jak pomidorowa to tylko z ryżem i wtedy wszyscy zaczynają się kłócić o RZECZY prawdziwie ważne, czyli z czym tę pomidorową 🙂
Miałam kiedyś chłopaka, który nie lubił świąt. Długo byliśmy razem i co grudzień wysłuchiwałam tych gadek o dulszczyźnie i udawaniu, że wszystko jest w porządku (w kontekście wspólnego siedzenia przy stole). I zawsze mnie to drażniło, bo ja święta lubię widzieć jako ten czas rodziny i szczęścia. Mało mam spokoju, a obecna świąteczna logistyka całkowicie mnie z tej beztroski świętowania wybija. Zaraz ruszam z pakowaniem prezentów, jadę po dzieci, które są teraz u jednej babci i jedziemy do dziadków. Powrót jutro wieczorem!
WESOŁYCH! Choinkowych! Smacznych i Radosnych!

