No to mam w domu pełnoprawnego karate-kę 🙂 Wczoraj bardzo późnym wieczorem Mieszko zdobyłł BIAŁY PAS! Na egzamin stawiło się bardzo dużo dzieci i to zdających na różne stopnie, ale ponieważ ja zapisałam młodego dużo wcześniej to zdawał w pierwszej dziesiątce.
Egzamin zawierał sprawdzian z podstawowych ruchów (kata) i część merytoryczną. Były oczywiście okrzyki bojowe i to TEŻ było super, bo Mieszko jest dość cichy, więc takie głośne ekspresyjne reakcje są bardzo dla niego dobre. Pytania egzaminacyjne były np. o to skąd pochodzi karate, jak nazywała się japońska wyspa gdzie powstała pierwsza szkoła karate i co oznacza słowo karate. Btw. Nazwa karate oznacza „pusta dłoń”, bo w karate nie ma broni. Trzeba wiedzieć jak się przed bronią osłonić, ale sam karateka broni nie używa. Mieszkowi poszło bardzo dobrze. Na początku trochę się speszył, ale jak się rozkręcił to oni mu się nogi czy ręce nie mieszały, ani nie podglądał innych jak coś tam należy robić.
Fotorela: wyłuszczanie zasad egzaminu:

Rozgrzewka:


Skupienie przed walką:

I już sam egzamin:


A to chwilę po otrzymaniu gratulacji, że ZDAŁ! 😀

<><>
Łucja ma na jutro do szkoły, na angielski, przynieść ciasto zrobione wg przepisu angielskojęzycznego. Trudne? Nie specjalnie 😉 Wykombinowałyśmy, że WPIERW zrobimy bezy, a POTEM znajdziemy przepis na bezę w języku angielskim (nie lubię tych ich przepisów bo stosują dziwne miary i czasem zbytnio komplikują). Żaden smakosz się nie zorientuje 🙂 Bezy będą połączone parami kremem czekoladowym (mascarpone+nutella) i żeby jeszcze bardziej urozmaicić to będą NIE bezy klasyczne, a kokosanki. Ponadto po ingliszu ma klasową wigilię, gdzie każdy ma coś przynieść. Robię więc czekolado-bezo-kokosanki w wersji hurt!
