w przerwie między oporządzaniem ryb

Spotkałam wczoraj córkę sąsiadki. Mieli dwa koty i psa, a teraz dorzucili sobie jeszcze jednego psa. Przywieźli go z jakiejś fundacji szczeniaków, gdzie trafił po potrąceniu go przez samochód. Miał łapkę w gipsie, ale już bryka. Jest mały, wszędzie sika i ma uszy wielkości głowy 🙂 Dziewczynka oba psy wyprowadza, a za nimi podąża jeden z kotów.

No i tak sobie pomyślałam, że też adoptujemy takiego pieska. Nie teraz, może na jesieni, mniejszego niż Sziwa, żeby dzieci mogły go same wyprowadzać. Pojedziemy do jakiegoś schroniska/azylu/przytułku i przywieziemy. Znając życie Miaustra spuści mu łomot, bo robi tak każdemu psu, który wchodzi do nas do domu, ale będzie młody, a nie całe życie dzieci mają zwierzaki w wieku leciwym (no dobra Klarens trafił do nas jak miał rok, ale już był zdefiniowany nienawidzić świata 😉

Z pomysłem podzieliłam się Łucja i pomysł się spodobał. A dziś rano sprzedałam ideę Lilce.

  • Pieska? Ale ja chciałam świnkę. Nie możemy mieć świnki?

I to tyle było tego planu 🙂

 

Pokażę Wam fotkę, którą dostałam czas jakiś temu od taty. Zatytułował zdjęcie: Kiedy to śniadanie? To są koty, które do nich przychodzą. Bezdomne. Starszym bratem tego towarzystwa jest Klarens… Lutka przymierza się do dwóch z tej ekipy, no i może my też sobie trzeciego kota weźmiemy. To by był zestaw! TRZY koty i jeden pies 🙂

<><>

Oglądamy wieczorem świąteczny film Disneya. Kolejny. „Świąteczna zadyma w Los Angeles”. Scena finałowa: z „taksówki” wysiada ojciec dzieci. Dzieci wraz z matką wybiegają w piżamach na ten śnieg, żeby go przywitać. Zdążył na święta. Bzdura, że oni w tych piżamach na śniegu. I on wyciąga pudełko i jej daje. Ona wzruszona je otwiera, a tam zawieszka ze śnieżynką. Amore, amore. Łucja:

  • No, proszę… On jej kolejną zawieszkę do bransoletki daje??

🙂