w lesie jestem, w lesie…

Łucja miała w szkole Mikołajki. Mieli losowanie i ją wyciągnął klasowy Casanova 🙂 Tzn. najpierw wyciągnął ją ktoś inny, ale się zamienili… No i w piątek, na godzinie wychowawczej, panna dostała prezent. Dwukrotnie przewyższający zaplanowaną wartość. TRZY błyszczyki, czekoladowa maseczka i breloczek Pusheen (tak, w ten sposób mamy już DWA). Zazdrościły jej wszystkie koleżanki, które dostały po książce, albo śmiesznym t-shircie, albo filcowej torebce…

 

Teraz taka sytuacja: w piątek przed północą zaczął dzwonić telefon. Dzieci o 18-stej pojechały do taty, a ja spokojnie spałam z Ciasteczkowym. My to tak mamy, że nakazy z dzieciństwa są naszymi priorytetami i od 23-ciej już śpimy. Więc nocny telefon  mnie obudził. 23:47. Zlokalizowałam, że dźwięk idzie z pokoju dziewczyn i że między książkami, w woreczku adwentowym panna ukryła telefon. Zapaliłam światło, zobaczyłam na wyświetlaczu, że to JĘDREK, odebrałam (bo nie umiałam wyłączyć), usłyszałam HALO i rozłączyłam i następnie WYŁĄCZYŁAM telefon.

Dziś jak do mnie wróciły to jej mówię, że miała telefon kwadrans przed północą. Ona poszła do telefonu, wróciła i mówi: To była TELEKONFERENCJA. Powiedz, że jak odebrałaś, to DOBRZE wyglądałaś :)) No ba :)) No dobra, BYŁAM w koszuli nocnej i na tym zamknęłabym poprawność mojego wyglądu. No, ale kto dobrze wygląda w środku nocy????

<><>

Szykuje mi się koszmarnie napięty tydzień. Czy już w TYM roku pisałam, że grudzień to najkrótszy miesiąc roku? Za dwa tygodnie święta??? Jak to?