Ochyda

 -powiedziała Liliana patrząc na to co się stało za oknem

A ja jak się obudziłam to miałam w głowie jedno… Ooooooooooooooooooooo – opony!!! Zadzwoniłam do mojego ulubionego warsztatu, stoczyłam czarującą rozmowę, dlaczego nie mogą mnie przyjąć za 20 minut i umówiłam się na wymianę na jutro. Wyciągnęłam puchówki i buty zimowe. To raz. Potem podprowadziłam kawałek dzieciaki i Liliana po drodze zgłosiła, że ma w bucie DZIURKĘ. Ja nie wiem jak to się dzieje, że niektóre dzieci przekazują obuwie dalej. MY zużywamy obuwie. To już druga para zimowych butów, które Liliana tak załatwiła.

<><>

W ramach relaksu mam dla Was historyjkę z pociągu 😉 Wracaliśmy takim wagonem bez przedziałów. Dzieciaki (cała czwórka) siadła obok siebie, a my gadałyśmy sobie kilka rzędów dalej. W którymś momencie poszłam do nich, rozmawiam z dziewczynami i widzę, że koleś w rzędzie przed nimi (młody, przystojny, długowłosy) coś gugluje w komórce. Zerkam jakie hasło wklepie, a on wstukał: dyskomfort w kroczu 🙂 Powiedziałam o tym znajomej (weź luknij na niego, niby, że na dzieci 😉 i żartowałyśmy, że może zgłosimy się do pomocy 🙂 A potem jak już dojeżdżaliśmy to on nałożył sweter w Mikołajki. I wtedy to już był max 🙂

A więc… koziołki!

Marzyłam o tym, żeby pojechać na wystawę Fridy… I zwierzyłam się z tego będąc na szkoleniu w Łodzi, jednej poznaniance. I ona powiedziała: Ale nie ma już biletów. Tzn. pewnie są, ale trzeba je kupować z dużym wyprzedzeniem! Siadłam więc do kompa i kupiłam bilety. Na „za miesiąc”. Dla mnie i dzieciaków! I mając już atrakcję nr 1 zaczęłam wokół niej budować całą eskapadę. Po drodze dołączyła mi się znajoma z dwoma synami, z których koniec końców jeden nie pojechał.

Zabukowałam pociąg do Poznania, nocleg i zaplanowałam trasę. Chciałam, żeby dzieciaki zobaczyły koziołki trykające się w południe, czyli w niedzielę musieliśmy być koło koziołków. Miejscem idealnym okazało się być Rogalowe Muzeum, gdzie dzieciaki nie tylko uczyły się piec rogale, ale też w samo południe oglądały koziołki, które były dokładnie na wprost okien! Dołożyłam też Muzeum Legend i Gwary Poznańskiej. Poznańskie Blubry. Była z tym zresztą zabawna historia związana, bo byłam święcie przekonana, że te blubry, to coś związanego z technologią 3D używaną w muzeum i nazwę placówki czyta się BLUBRAJ: blue+bry :)) I nawet się z tego fopais przyznałam w muzeum, ale te panie tam, NIE były tym jakoś bardzo ubawione :))

Baardzo było fajnie. Trafiliśmy akurat na jarmark adwentowy/kiermasz świąteczny i miasto było naprawdę zatłoczone. Dłużyło się czekanie w knajpach, ale za to wszędzie o każdej porze dnia byli ludzie 🙂 Dobrze nas karmiono, chociaż uwaga na zaś, że porcje są wielkie i spokojnie mogłam  zawsze brać o jedno, a nawet dwa mniej, bo dzieciaki nie przejadały swoich talerzy.

Wyżej pociąg (to świetna opcja, bo dzieciaki się nie nudziły), który przeżył nie wiem ile przebieżek na odcinku przedział-restauracja-łazienka (w sumie to kupiliśmy TYLKO jedną wodę w pociągu). Niżej Jarmark. Ogrzewanie i koziołki.

Byliśmy naprawdę ciepło ubrani. Pod spodniami wszyscy mieliśmy rajstopy, były czapy i rękawiczki. Czuć było taki nadchodzący zimny powiew, ale dawaliśmy radę :0 Wszędzie poruszaliśmy się pieszo i sądzę, że łącznie, przez te dwa dni, pokonaliśmy około 10 km.

Muzeum Rogalowe:

I Frida:

A na deser macie Łucję hotelową 😉 Ta ściana była stworzona do selfi 😉

piątek, rozbiegu początek

Lila robi plakat do szkoły. W środku jest ona, po bokach przyjaciele. O każdym ma napisać kilka zdań.

  • Mamooo…. A co ja lubię?
  • Lubisz szkołę.
  • Tak, ale nie mogę tego napisać, bo wszyscy pomyślą, że jestem kujonem!
  • To napisz, że lubisz podróże. To neutralne i wszyscy tak piszą.

Jutro rano jedziemy na wycieczkę. Pociągiem! I wracamy w niedzielę. Wtedy Wam opowiem, gdzie pojechaliśmy… Wszystko było planowane miesiąc temu i cieszę się na ten wyjazd. Drukuję mapki i rezerwacje, pakuję nas w plecaki i szukam nieprzestrzennych rozrywek na przejazd!

<>

A tak było wczoraj 🙂

 <>><<>

Dwa tematy tak szybko sobie wleję.

Numer farby zanim zapomnę: (tagi: farba, malowanie, dół):

Optiva Super Matt (3), baza A, Kolor: TVT G480

 

Kino w trampkach, czyli pokazy filmowe dla nastolatków, które chyba lecą teraz w całej Polsce. Szkoda nawet, że Łucji klasowa wyprawa do kina nie jest na COŚ takiego, bo filmy, które są dobierane na takie pokazy są zwyczajnie ambitniejsze. Ale to dobra kopalnia filmów, które można oglądać z dziećmi.

Lasagna i kapuśniak (plany na obiad)

  • A kto Ci wymieniał żarówki przede mną?
  • Sama sobie wymieniałam. Tzn. pierwsze wymieniłam w serwisie, ale mi taką cenę łupnęli, że potem już sama.
  • Ale to pewnie z żarówką?
  • No tak. I pewnie lepszą niż taką, którą sobie sama kupuję.
  • Nie sądzę. A dlaczego sobie teraz sama nie wymieniasz?
  • Bo pomyślałam, że lubisz być przydatny 😉

<><>

Mam dzisiaj wieczorem pin-upowy diner. Na słodko tym razem. Przypomniało mi się, że mam GDZIEŚ takie białe wełniane spodnie, które dostałam od Lutki jak Mieszko miał rok. Były bardzo długie, ale skróciłam je minimalnie, bo wyobrażałam sobie jak ledwo zakrywają obcasy… I specjalne buty do nich miałam… Do tego wąski golfik… Iii? Nie zapinam się w nich 🙂 Zadzwoniłam do Lutki, że mam dla niej ekskluzywne spodnie na Sylwestrowy wyjazd, bo za mocno mi te cztery litery urosły. No dobra, chciałam, żeby urosły, ale nikt nie mówił, że zostanę odzieżowym bankrutem! Dobrze, że chociaż mam światła w aucie naprawione 😀



Czy wszyscy mają już plany na Andrzejki?!

 – wykrzyknął instruktor aquaaerobiku do ćwiczących seniorów. Odpowiedziało mu gromkie: TAK!

Jak chodzę na basen tylko z Mieszkiem, to on tam sobie w małym basenie uczy się pływać (pod okiem instruktora ;), a ja w tym czasie, przez te pół godziny, robię żabką baseny. Jeden za drugim. Gdzieś tak w 22 minucie na dwóch pierwszych pasach zaczynają się zajęcia dla seniorów. I powiem Wam, że chęć zabawy i korzystania z życia jest w tym wieku niesłychana 🙂 Patrzę z zazdrością, że tam i Andrzejki, i Sylwester już poplanowane 🙂 Btw. rozmawiałam ostatnio z dziewczyną, która pracuje w szpitalu. Opowiadała, że pierwsze o co pytają pacjenci po zawale, to KIEDY znów BĘDĄ mogli? Siostra, wie co

A my, takie suchary wieku średniego, wycinamy sobie przyjemności, bo ciągle w biegu, bo ciągle bez sił, albo partnera. A propo seniorów oglądam teraz do prasowania Mr.Mercedes. Świetne. Na podstawie Kinga, więc już w pilocie wiemy kto będzie bad guyem. To oczywiście gość w stylu Normana Batesa, ale King elementy psychozy wciskał wszędzie 🙂 No i w samym serialu jest przeuroczy wątek uwodzenia głównego bohatera (emerytowany policjant) przez zbliżoną wiekowo sąsiadkę :))

<><>

Z Lilką pojechałyśmy na rynek. Cebulę miałam, marchewkę i ziemniaki też, ale na potęgę schodzą nam ostatnio jabłka. Pieczemy (z miodem, żurawiną albo cynamonem), zapiekamy do ryżu i dziennie schodzi ponad kilogram. Wychodzimy z tego rynku, w wózku jabłka, jakaś sałata, czosnek, kiszona cebula i gruszki. Mijamy gościa z orzechami laskowymi:

  • Lila, orzechów to chyba nie bierzemy? Przejadły nam się tej jesieni?
  • Nie, mamo. Orzechów nigdy nie za wiele. Weźmy kilogram. 🙂

szaruga

Jakoś ciągle w biegu. Niby listopad powinien być luźniejszy, a tu ciągle kocioł. Lilka przerabia Króla Maciusia i w ogóle jej nie leży. Dziś mieli przynieść korony, którą robiłyśmy naprędce rano. Obie panny miały też do zrobienia plakat z angielskiego, no i Łucja chce być wypisana z religii. Jest TO bez sensu, BO jeśli się na to uprze, na świadectwie ze szkoły podstawowej nie będzie mieć oceny, ani z religii, ani z etyki. A powodem jest jakieś słabe odbieranie nauczycielki. Na dodatek mieli ostatnio rozdział o rodzinach wielodzietnych i szczerze mówiąc mi TEŻ nie spodobało to jak zostały one opisane. Dzieci z dwójką rodzeństwa jest u Łucji w klasie dwoje. Ona i jeden chłopiec. I mówienie (tak było w podręczniku), że to są rodziny z dużymi problemami finansowymi i mieszkaniowymi to średnio miłe. Wiadomo trudności są różne, ale takie stygmatyzowanie nie jest konieczne. I był z tego sprawdzian z kluczowym pytaniem: Jak możesz pomóc rodzinom wielodzietnym? Temat Łucji religii będzie powracał.

<><>

Mam kolejne książki na Mikołajki. Nie tak dawno temu upolowałam trzy pierwsze, a teraz dokupiłam po jeszcze jednej książce. Nie wiem czy ma sens kupowanie kolejnych, w sumie do Świąt od 6-go czasu niewiele i po dwie książki chyba wystarczy. Tym bardziej, że muszę chyba coś jeszcze do nich dorzucić 🙂

Tym razem punktem wyjścia była książka dla Mieszka. Wielka księga siusiaków. Byłam na szkoleniu o tożsamości płciowej oraz dylematach związanych z dojrzewaniem i tam tą książkę zobaczyłam. Wiedziałam, że istnieje, ale wrzucałam ją do jednego worka z tymi wszystkimi „śmiesznymi” książkami o kupie, gilach, nocniku czy bąkach. Ale ta mi się spodobała. Wchodzi w pewien taki nurt szacunku do własnego ciała. Good body. Z rozpędu wrzuciłam też książkę dla Liliany, która nie jest tak genialna, ale też bardzo ważna i mądra. Łucja natomiast dostanie kolejną część Czasodziejów. Pierwsza część się podobała, a z tą drugą to jakiś problem bo jest dostępna w niewielu księgarniach.

Listopad dla domu

Mizernie wygląda ostatnio projekt DOM.

A) zajęłam się samorealizacją i inne tematy krążą mi po głowie.

B) od września fundusze i nadwyżki idą na adwentówki. Już wszystko mam, czekam jeszcze na jedną przesyłkę, ale nie powinno być takiej sytuacji jak rok temu, że nic nie miałam (bo mam taki plan, że znajdą się tam rzeczy potrzebne) i dopychałam jakimiś bzdurami.

Byłam ostatnio u znajomej, a ona kupiła nową kanapę. Śliczną. Beżową, pikowaną i elegancką (podobno były to Bydgoskie Fabryki Mebli). I pozazdrościłam, i przypomniało mi się, że nie dbam o dom. Zabrałam się WIĘC za coś, co leżało od lata. Pamiętacie jak podmalowywałam ściany na wakacje? Wynalazłam wtedy puszkę farby, którą powinien być pomalowany dół… I podmalowałam. Wydawał mi się INNY ten kolor, ale łudziłam się, że to może mokra farba tak wygląda?? Lecz jak wyschło wyszło na jaw, że to jednak NIE ten odcień :/ Jakby nie było DZIŚ pomalowałam ponownie. Znalazłam farbę, która powinna być identyczna, wczoraj maznęłam na małym fragmencie, a dziś zrobiłam całość. Nie wiem, czy poprawianie własnych poprawek liczy się do projektu dom, ale cieszę się, że zrobiłam! 🙂

Było tak: Takich placków było sporo, ściany wyglądały jak po szpachlowaniu. Okolice psiego legowiska, ściany na wysokości małych łapek, kocich misek, dywanika z butami, itd:

A jest tak:

A tu klasyczny before&after:

<><>

Łucja na Mikołajki ma klasowy wyjazd do kina. A ponieważ jest coraz silniejsza tożsamość z własną płcią 😉 do wyboru są dwa filmy.

  • Mamo, na co mam iść? Na Listy od M, czy Gwiezdne Wojny?
  • Ja bym wolała na Gwiezdne Wojny.
  • Ale wszystkie dziewczyny idą na Listy od M.
  • Słabo. Ale wiesz, co? Podobno 3 część jest najlepsza, więc jak masz ochotę to idź z dziewczynami. Przecież to Ty będziesz oglądać, nie ja 🙂

obiad

  • Gdzie jedziemy na obiad?
  • Nigdzie. DZIŚ obiad robię ja. Po prostu bądź o tej 16-stej.
  • Chciałem Cię zabrać na kaczkę, wiem gdzie podają najlepszą.
  • A właśnie kaczkę dziś robię na obiad.
  • A jak Ci wyjdzie gumowata?
  • To masz zjeść i udawać, że Ci smakuje. Albo dobra… Jak mi NIE wyjdzie to wtedy pojedziemy. Może tak być?
  • Tak.
  • A tak w ogóle masz jakieś danie popisowe?
  • Czyli?
  • No jakąś taką potrawę, którą serwujesz bezbłędnie. Mój brat np. robi na śniadanie omlety, a jego żona zawsze powtarza, że powinien opracować coś innego, bo tak uwodził inne.
  • Robię świetne schabowe.

Mogłam się spodziewać :0

Z tego wszystkiego zapomniałam wywiesić flagę :/

Patrzę na wiadomości i pokazy sił różnych ugrupowań i po raz kolejny cieszę się,  że ja ten dzień spędzam inaczej 🙂 Pobiegłam. To taka moja mała rocznica, bo dokładnie rok temu po raz pierwszy pobiegłam na 10 km. I niestety, podobnie jak rok temu, czas miałam powyżej godziny. Aaale, może to jest moje właściwe tempo? Na metę dobiegam zrelaksowana, rejestruję wszystko co się dzieje po drodze i nawet mam siłę czasem do kogoś zagadać. Biegłam razem ze znajomą, z którą zaplanowałyśmy sobie zrobienie korony 10-tek w tym roku. Do kompletu, brakuje nam ostatniego, piątego biegu. I odbędzie się on w grudniu. Zapisałam już siebie, ona tym razem będzie biec w innym mieście, ale liczy się udział. Zapisałam również dzieciaki, żeby TEŻ ostatni medal w tym roku sobie zdobyły. Będziemy wtedy wszyscy biec w czapkach Mikołaja 🙂

Powtórzę tylko po raz kolejny, że cudowna jest atmosfera na takich biegach. Wszyscy żartują i sobie pomagają. I naprawdę widzę, jak wiele się zmieniło u mnie. Biegła cała masa moich znajomych, osób które poznałam w ciągu ostatnich 12 miesięcy i miałam i do kogo zagać przed biegiem, po biegu i w trakcie 🙂

Gęsina na Marcina!

Jak wiadomo jutro zupełnie nietypowo Dzień Niepodległości świętuje Poznań. Z tamtymi rejonami jest też związany popularny od kilku lat nurt JEDZENIOWY. Moda na gęsinę. Bo w połowie listopada jadało się w Polsce i Staropolsce gęsi. Jest lista knajp, które to świętują, kilka z nich kliknęłam i menu wygląda świetnie, ale właściwie wszędzie teraz gęś podają. Lecz na jutro i pojutrze trudno o stolik!

Ja w tym zabieram się za kaczkę. JA. Gęsi nie przejemy, ale kaczkę damy radę. Kiedyś ją robiłam i czas przypomnieć sobie jak mi to szło. Kuroń zawsze mówił, że gęś to dziczyzna i lepiej kupować mrożoną, bo mrożone mięso kruszeje i jest smaczniejsze. Podobnie jest z kaczką. Taka zamrożona tuczka już rozmarza, raz po raz dotykam takiego gołego mięsa (to hipnotyzujące uczucie) i na niedzielny obiad będzie w sam raz (jutro nasmaruję ją majerankiem i czymś tam jeszcze i tak ma postać 24 h).

A jeśli nie zrobiliście jeszcze zakupów to czarno to widzę… 😉 Jutro dzień wolny, u nas już o 10-tej kolejka do kas już się wiiiiła…

<>

Z innej beczki: Łucja podobnie jak rok temu, w piątki na w-fie jeździ na rolkach. Wczoraj przekopywałyśmy pomieszczenie gospodarcze w poszukiwaniu ochraniaczy i się znalazły. Bardzo mi się to podoba, rolki na stałe ma zostawiać w szafce szkolnej, bo to ciężki i nieporęczne.