Były wczoraj dzieciaki na Coco. I wróciły z całą masą wrażeń o tym jak w Meksyku wspominają tych co odeszli. Budują ołtarze i raz w roku dzielą się tam żywnością. Jedną z bohaterek filmu jest Frida, pojawiają się cukrowe czaszki i specyficzna stylistyka. I przypomniało mi się, że miałam z dziećmi podjechać zobaczyć jak taki ołtarz wygląda. By więc to wszystko utrwalić załadowaliśmy się do auta i pojechaliśmy na wycieczkę!


<>><<>
Z innej beczki, bo przecież niedziela to przede wszystkim dzień ODRABIANIA LEKCJI (!?!) Łucja miała zrobić na angielski lapbooka o Kanadzie. Rok temu robiła o Nowej Zelandii, a teraz opracowała Kanadę. Bardzo fajnie jej wyszło, ale jak tak zaczęłam sprawdzać to na jednej z „ciekawostek” wyszedł jej zabawny kiks:)


Jest o tym, że narodowym sportem jest hokej, stolica to Ottawa, a języki urzędowe to angielski i francuski (1 kółko), że jest tam dużo dzikiej zwierzyny, jak bobry, niedźwiedzie, pantery śnieżne i karibu i że jest tam 30 tys jezior. Wspomina, że Ania z Zielonego Wzgórza mieszkała na wyspie Księcia Edwarda, jaki jest najwyższy szczyt i najważniejsza świątynia. No i że bogactwem kraju jest syrop klonowy, obecny również na fladze…

No, a tu ta ciekawostka, czyli klasyczny polonizm. Chata JackA LondonA 🙂

