Ochyda

 -powiedziała Liliana patrząc na to co się stało za oknem

A ja jak się obudziłam to miałam w głowie jedno… Ooooooooooooooooooooo – opony!!! Zadzwoniłam do mojego ulubionego warsztatu, stoczyłam czarującą rozmowę, dlaczego nie mogą mnie przyjąć za 20 minut i umówiłam się na wymianę na jutro. Wyciągnęłam puchówki i buty zimowe. To raz. Potem podprowadziłam kawałek dzieciaki i Liliana po drodze zgłosiła, że ma w bucie DZIURKĘ. Ja nie wiem jak to się dzieje, że niektóre dzieci przekazują obuwie dalej. MY zużywamy obuwie. To już druga para zimowych butów, które Liliana tak załatwiła.

<><>

W ramach relaksu mam dla Was historyjkę z pociągu 😉 Wracaliśmy takim wagonem bez przedziałów. Dzieciaki (cała czwórka) siadła obok siebie, a my gadałyśmy sobie kilka rzędów dalej. W którymś momencie poszłam do nich, rozmawiam z dziewczynami i widzę, że koleś w rzędzie przed nimi (młody, przystojny, długowłosy) coś gugluje w komórce. Zerkam jakie hasło wklepie, a on wstukał: dyskomfort w kroczu 🙂 Powiedziałam o tym znajomej (weź luknij na niego, niby, że na dzieci 😉 i żartowałyśmy, że może zgłosimy się do pomocy 🙂 A potem jak już dojeżdżaliśmy to on nałożył sweter w Mikołajki. I wtedy to już był max 🙂