
Marzyłam o tym, żeby pojechać na wystawę Fridy… I zwierzyłam się z tego będąc na szkoleniu w Łodzi, jednej poznaniance. I ona powiedziała: Ale nie ma już biletów. Tzn. pewnie są, ale trzeba je kupować z dużym wyprzedzeniem! Siadłam więc do kompa i kupiłam bilety. Na „za miesiąc”. Dla mnie i dzieciaków! I mając już atrakcję nr 1 zaczęłam wokół niej budować całą eskapadę. Po drodze dołączyła mi się znajoma z dwoma synami, z których koniec końców jeden nie pojechał.
Zabukowałam pociąg do Poznania, nocleg i zaplanowałam trasę. Chciałam, żeby dzieciaki zobaczyły koziołki trykające się w południe, czyli w niedzielę musieliśmy być koło koziołków. Miejscem idealnym okazało się być Rogalowe Muzeum, gdzie dzieciaki nie tylko uczyły się piec rogale, ale też w samo południe oglądały koziołki, które były dokładnie na wprost okien! Dołożyłam też Muzeum Legend i Gwary Poznańskiej. Poznańskie Blubry. Była z tym zresztą zabawna historia związana, bo byłam święcie przekonana, że te blubry, to coś związanego z technologią 3D używaną w muzeum i nazwę placówki czyta się BLUBRAJ: blue+bry :)) I nawet się z tego fopais przyznałam w muzeum, ale te panie tam, NIE były tym jakoś bardzo ubawione :))
Baardzo było fajnie. Trafiliśmy akurat na jarmark adwentowy/kiermasz świąteczny i miasto było naprawdę zatłoczone. Dłużyło się czekanie w knajpach, ale za to wszędzie o każdej porze dnia byli ludzie 🙂 Dobrze nas karmiono, chociaż uwaga na zaś, że porcje są wielkie i spokojnie mogłam zawsze brać o jedno, a nawet dwa mniej, bo dzieciaki nie przejadały swoich talerzy.


Wyżej pociąg (to świetna opcja, bo dzieciaki się nie nudziły), który przeżył nie wiem ile przebieżek na odcinku przedział-restauracja-łazienka (w sumie to kupiliśmy TYLKO jedną wodę w pociągu). Niżej Jarmark. Ogrzewanie i koziołki.


Byliśmy naprawdę ciepło ubrani. Pod spodniami wszyscy mieliśmy rajstopy, były czapy i rękawiczki. Czuć było taki nadchodzący zimny powiew, ale dawaliśmy radę :0 Wszędzie poruszaliśmy się pieszo i sądzę, że łącznie, przez te dwa dni, pokonaliśmy około 10 km.


Muzeum Rogalowe:


I Frida:



A na deser macie Łucję hotelową 😉 Ta ściana była stworzona do selfi 😉

