Jakoś ciągle w biegu. Niby listopad powinien być luźniejszy, a tu ciągle kocioł. Lilka przerabia Króla Maciusia i w ogóle jej nie leży. Dziś mieli przynieść korony, którą robiłyśmy naprędce rano. Obie panny miały też do zrobienia plakat z angielskiego, no i Łucja chce być wypisana z religii. Jest TO bez sensu, BO jeśli się na to uprze, na świadectwie ze szkoły podstawowej nie będzie mieć oceny, ani z religii, ani z etyki. A powodem jest jakieś słabe odbieranie nauczycielki. Na dodatek mieli ostatnio rozdział o rodzinach wielodzietnych i szczerze mówiąc mi TEŻ nie spodobało to jak zostały one opisane. Dzieci z dwójką rodzeństwa jest u Łucji w klasie dwoje. Ona i jeden chłopiec. I mówienie (tak było w podręczniku), że to są rodziny z dużymi problemami finansowymi i mieszkaniowymi to średnio miłe. Wiadomo trudności są różne, ale takie stygmatyzowanie nie jest konieczne. I był z tego sprawdzian z kluczowym pytaniem: Jak możesz pomóc rodzinom wielodzietnym? Temat Łucji religii będzie powracał.
<><>
Mam kolejne książki na Mikołajki. Nie tak dawno temu upolowałam trzy pierwsze, a teraz dokupiłam po jeszcze jednej książce. Nie wiem czy ma sens kupowanie kolejnych, w sumie do Świąt od 6-go czasu niewiele i po dwie książki chyba wystarczy. Tym bardziej, że muszę chyba coś jeszcze do nich dorzucić 🙂
Tym razem punktem wyjścia była książka dla Mieszka. Wielka księga siusiaków. Byłam na szkoleniu o tożsamości płciowej oraz dylematach związanych z dojrzewaniem i tam tą książkę zobaczyłam. Wiedziałam, że istnieje, ale wrzucałam ją do jednego worka z tymi wszystkimi „śmiesznymi” książkami o kupie, gilach, nocniku czy bąkach. Ale ta mi się spodobała. Wchodzi w pewien taki nurt szacunku do własnego ciała. Good body. Z rozpędu wrzuciłam też książkę dla Liliany, która nie jest tak genialna, ale też bardzo ważna i mądra. Łucja natomiast dostanie kolejną część Czasodziejów. Pierwsza część się podobała, a z tą drugą to jakiś problem bo jest dostępna w niewielu księgarniach.

