I po zebraniach!

3x wałkowałam temat zielonej szkoły, Mikołajek i zajęć dodatkowych/ wyrównujących.  Mieszko jedzie na wycieczkę z jednym noclegiem, Łucja z trzema, a Lilka z pięcioma. Ceny są konkretne, więc nie będzie w tym roku kolonii. I tak zresztą takie krótkie te wakacje i ciągle nam brakuje czasu. Liliany stopnie są wybitne. To są piątki i szóstki :0, o czym nie miałam pojęcia. Czasem przynosi jakiś sprawdzian, machnie, żeby podpisać, zawsze chwalę, ale nie wiedziałam, że to tak globalnie. Łucja ma kilka trój, ale to jest ta nieszczęsna matma i tu cała klasa ma takie oceny. Mieszko natomiast hurtem zdobywa słoneczka. W poniedziałek zdobył 3 pod rząd, za to, że podał słowa na E i I (encyklopedia, ibuprom? i coś tam jeszcze). Mamy utworzone grupy dyskusyjne i np. u Mieszka omawiamy zajęcia dodatkowe. Jak uda nam się utworzyć grupę, to w zerówce będą jeszcze zajęcia z tańca. Niektórzy rodzice, w klasach dziewczyn mają problem z muzyką, ale panny dzięki Norbertowi są niezłe. Łucja miała przygotować na cymbałkach Jesień z 4 pór roku, i przećwiczyła to wcześniej na pianinie, Liliana miała test o instrumentach i mieszały się jej dęte z membranowymi i też w ramach zajęć z pianina zostało jej to wytłumaczone. No a teraz wszedł flet i też mają to sobie powtarzać.

Taka refleksja na dziś: nie jest łatwa praca nauczyciela. Ja nie wiem czy w każdej szkole rodzice są tak roszczeniowi, ale odpieranie tych ataków wymaga wyjątkowej nawet nie asertywności, a bezczelności.