Wróciła Łucja we wtorek ze szkoły z przepisem… Na ciasto dyniowe. Jej pani od angielskiego przyniosła takie na zajęcia. A ponieważ ma sześć klas we wtorki to przyniosła sześć blaszek. SZEŚĆ. BLASZEK. Wyobrażacie to sobie??
Robiła z przepisu na jutubie i link dzieciom podała. Powiedziała, że jedyna zmiana to był podkład, który ona zrobiła z pokruszonych herbatników. Łucja zachwycała się, że pyszne, więc musiałam i ja… Kupiłam na rynku wybitną dynię. Zieloną odmianę muscat, która ma taki melonowy posmak. I jeśli traficie to nie można obok niej przejść obojętnie! Do przepisu potrzebny jest pudding z dyni i robi się go piekąc dynię. Ta muscat miała taki smak, że można ją było upieczoną bez niczego zjeść.
I teraz tak. Wklejam Wam link do filmiku polecanego w szkole. Mnie odstraszyła ilość jajek, bo nie bardzo je lubię w ciastach i zawsze daję mniej. Koniec końców oparłam się na przepisie z kwestii smaku, ale pomarańcza jest niepotrzebna, bo gubisz smak dyni. W lodówce mam drugą połowę dyniowego puree, więc będzie cd. Tzn. nie to, że części pierwszej nie zjemy ;))

