„September is National Suicide Prevention Month”

Wyczytałam, że jednym z pierwszych objawów buntu świeżo upieczonych rozwódek jest NIE mycie przed snem naczyń. Nie to, że notorycznie, ale AKCJA TYPU: jak się zostawi, to świat nie runie… I pamiętam, że rzeczywiście się mi to przydarzało. Teraz już rzadziej, bo jednak jak nie ogarnę wieczorem, to rano do 12-stej w domu jest ruina. Wpadają zakupy, odprowadzanie dzieci, czasem na lunch zajrzy Ciasteczkowy i robi się południe… Jakby nie było warto czasem odpuścić 🙂 I właśnie wczoraj odpuściłam, zaraz ze szkoły przyjdzie Lilka, a ja w lesie 🙂

<><>

Ogórkowo wrzucę Wam/i sobie temat kosmetyczny. Rok temu opisałam kilka wynalazków z Azji i od tamtej pory pojawiły się kolejne. Raczej nie zamawiam już z ali, a bezpośrednio z Korei z internetowego sklepu z kosmetykami.

  1. Aloes. O nim już było. Nie lubię żeli, ale te wchłaniają się idealnie. Niektórzy wcierają je w zniszczone włosy (też to robiłam). Idealne na podrażnienia, pod makijaż i na noc. Teraz w szafce mam wielki słój Nature Republic i jest bardzo fajny.
  2. Lulanjina Milk to taki żel do mycia twarzy bardzo mocno złuszczający skórę. Ja używam go po biegowym treningu, raz w tygodniu. W lecie nie stosowałam, bo wiadomo opalenizna 😉
  3. TomatoxTonymoly. To nawet można kupić w Polsce. Wybielająca maseczka z wyciągiem z pomidora… Niezła. Bardzo przyjemny zapach. Szczerze mówiąc użyłam raz i efekt jest 🙂
  4. Krem BBHolika Holika. O tej firmie w pozytywach już było. Coś jak fluid, ale połączony z kremem. Lata używałam produktu jednej firmy, no i te są po prostu lepsze. Być może używacie jeszcze lepszych, ale dla mnie najlepszy znany mi fluid.
  5. Maseczka Wine Therapy i znowu Holika Holika. Smarujesz się tym przed snem i budzisz się promienista (nawet o szóstej rano). Zastanawiałam sie czy ma sens kupowanie czegoś z portugalskiego wina, co przejechało pół globu, a potem kolejne pół by do mnie dotrzeć, ale to jest naprawdę skuteczne 🙂
  6. Gąbeczka do mycia twarzy z naturalnego KONJAC-u? To jakaś azjatycka roślina i to chyba pochodzi z podziemnej bulwy. A gąbeczka jest super. Wrzucam na nią żel i szoruję. I ona po prostu doskonale oczyszcza.
  7. Oraz ampułki do włosówLulu. Mam na głowie takie powakacyjne siano. Minimalnie je przyciemniłam, żeby nie były białe, ale i tak są sianowate. A to co jest w tej ampułce je wygładza i sprawiają, że są błyszczące. Btw. chcę to Lutce pod choinkę sprawić.