– Cudowny chłopak, 2017
To trochę frustrujące, ale dzieci zaczęły mi JEŚĆ. I na okrągło nie ma jedzenia w domu. Kończą się nawet takie rzeczy jak mąka, cebula czy cukier puder… Zapowiedziałam, że w weekendy NIE chodzę do sklepu, ale nie udaje mi się to za bardzo… W lodówce jest jedna szuflada, której nie mogą ruszać. Tam są musy i jogurty w kieszonkach, które idą do śniadaniówek, ale coraz częściej jest to jedyna lodówkowa treść 🙂 Na dodatek Łucja zaczęła się realizować jako kucharka i efekt jest taki, że ciągle mi coś dopisuje do listy zakupów. Dziś rano Lilka na to spojrzała i mówi: A! Ona chce zrobić wegański karmel! -???? Więc znowu byłam w sklepie. W połowie października otwierają mi w pobliżu wielką hurtownię i pewnie też tam będę bywać… Takie np. zgrzewki małej wody mineralnej mogę kupować hurtowo, no bo 3 butelki dziennie to 15 butelek tygodniowo…
Poniedziałkowy plan, który jest najbardziej napięty, wygląda tak:
- Rano budzę tylko Łucję i Mieszka. Panna ma na 8:30, Mieszko na ósmą. Jedzą śniadanie i jedziemy do małego sklepiku. Kupujemy świeże bułki, które Łucja w aucie rozkrawa, a Mieszko wkłada w nie szynkę (też kupioną w sklepiku). Łucja szynki się brzydzi i ona do szkoły bierze solo-bułkę. Potem ja jadę do sklepu zrobić większe zakupy (bo po weekendzie nie ma nic 😉 Wracam, budzę Lilkę i panna na 11-stą idzie do szkoły.
- O 13-stej Łucja kończy lekcje i wraca do domu. Po drodze odbiera Mieszka. I odrabia lekcje.
- Na 15:40 Łucja ma pianino, a zaraz po nim tańce. Do domu przywożę ją o 18-stej.
- Lila kończy o 17-stej i wraca do domu. W poniedziałki jest u nas babcia to wydaje zupę Lilce i zagania do lekcji.
- Wracam z Łucją i jadę na trening biegowy. Jestem w domu o 21-szej. Dzieci już są w łóżka i wysyłam babcię do domu. Nieźle, nie? 🙂 A od października dojdzie jeszcze siłownia 🙂
<><>
Dostałam jeszcze kilka fotek z soboty to wrzucę!






