Ruszyliśmy z jesienną zajęciówką. Na pierwszy ogień poszły zajęcia architektoniczne. Będę się powtarzać, ale to typ zajęć najtrudniejszy do odtworzenia w warunkach domowych. Towarzystwo było ciekawe, a wśród uczestników wszyscy mieli kosmiczne imiona. Był Olaf, Kosmo, Lena, Malina i Jeremi 🙂 Tematem dzisiejszego spotkania były amfiteatry. Był wykład, slajdy, a potem dzieciaki miały zbudować własną makietę. Materiały były różne, ale dominował styropian i gips. Z gipsem mieliśmy do czynienia po raz pierwszy i zupełnie dobrze nam szło (to były te bandaże gipsowe).
Po części plastycznej był ten element, który ostatnio wydaje mi się najważniejszy, czyli autoprezentacja i przemowa nad własną pracą. Czy to będzie koloseum do walk wodnych, czy muszla koncertowa, czy ktoś będzie na niej walczył. I super, że cała trójka potrafiła kilka zdań o swoich dziełach opowiedzieć i wytłumaczyć dlaczego jest wyjątkowe (koloseum Mieszka miało np. kasę 😉

Rano Łucja pomagała Mieszkowi dobrać strój, dlatego oboje są musztardowi 😀



Ach i dałam się radę dziś przebiec ze znajomą, a po obiedzie pojechaliśmy JESZCZE na frytki :)
