- Lilku, zasadziłabym sobie te wrzosy, ale co mam zrobić z bratkami? Żal mi wyrzucac, skoro cały czas kwitną…
- To proste. Zetnij i wstaw do wazonu. I zasadź wrzosy.
- Genialne!
Na zdjęciu z wrzosami, na ławce za donicą, siedzi kotka. Zaczęła do nas przychodzić w połowie lata. To stara, wysterylizowana kocica, która zdaje się ma ochotę z nami zamieszkać. Czasem zostaje na noc, czasem jest przez kilka dni. Dom jakiś ma, bo nigdy nie jest głodna. Jest bardzo łagodna, ale strasznie Klarens ją tłucze…


<><>
Byłam wczoraj na filmie o czarownicach i mam taką gonitwę myśli, że kilka refleksji Wam wrzucę. Jak zapewne wiecie na mocy papieskiej bulli powstała Inwizycja, która stworzyła jedno z najstraszniejszych dzieł świata wymierzonych głównie w kobiety. „Młot na czarownice” wyłuszczał jak zdemaskować czarownicę i jak ją torturować by przyznała się do WINY. Ofiarami padały najczęściej te bezbronne. Stare i niepotrzebne, albo młode i piękne, które odrzuciły amanta. Częstym celem były wdowy, pozbawione opieki męża, bo często miały majątek, który od razu przejmowano. Sam film (Haxan) był sprzed 100 lat. Czarno-biały, niemy i trochę naiwny. Duński. Nie szokują nas średniowieczne narzędzia tortur, ani nie trzeba nam wyłuszczać, że ludzie lunatykują. Ale to arcydzieło światowego kina. W epoce gdy filmy kręcono przez 7-8 dni, te powstał w półtora roku i doprowadził do ruiny finanse duńskiej kinomatografii. Ujęcie lotu na miotłach to prześwietlona 78 razy (??!!?) klisza. No i oczywiście temat czarownic to bardzo modny i aktualny temat. To, że mężczyźni uzurpują sobie prawo do decydowania o kobiecym ciele, że przeraża ich seksualność kobiet i ich siła to taki znak współczesnych czasów. Tyle, że teraz kobiety są karane są nie żelazem, lecz opresyjnym prawem. Wychodzą gusła i zabobony. A nie tędy to droga, bo to już raz było. Itd, itd 🙂

