Miałam kiedyś marzenie, że pojadę z dziećmi na karnawał do Rio 🙂 Wykupimy sobie miejscówkę na platformie w szkole samby, zaopatrzymy się w pióra i przejedziemy się po hipodromie. Co roku jest inny temat, a każda szkoła ma własny scenariusz, ale się dopasujemy. Dziewczyny będą nastoletnie, a Mieszko będzie miał ze 12 lat. I jak wszyscy tancerze będzie w długich białych spodniach i gołym torsem. A do tego te jego białe włosy. Ja będę cała w piórach. Mocno wymalowana, a jeżeli sztuka będzie wymagała obnażenia, to się poświęcę 🙂
Ale ponieważ ludzie dzielą się na tych z wizją, i na tych ze środkami (co jest zresztą bardzo logiczne), a ja jestem zdecydowanie w grupie z wizją, to Rio jest BARDZIEJ niż odległe 😉 Lecz wybraliśmy się za to na Paradę Syren. Też byli bębniarze ze szkoły samby i ten rytm to się sam wystukuje. I szło nam się świetnie! Włosy pomalowałyśmy sobie kredą do włosów na niebiesko (pasemka) i ubrałyśmy się na niebiesko! Potem jeszcze po drodze opowiedziałam im ten wspaniały plan o Rio, a jak weszliśmy do domu to dzieciaki zniknęły. Chwilę później wyszły z pokoju i powiedziały: My już potrafimy tańczyć sambę. I pokazały mi 🙂 I RZECZYWIŚCIE potrafią. Panny nauczyły się CHYBA na kursie tańca, a dziś szybko przeszkoliły młodego. Czyli właściwie nie musimy czekać te sześć lat i możemy jechać już teraz. One są gotowe 😀
Btw. jak patrzę na zdjęcia, to nie wiem jak mogłam kiedyś zakładać, że niebieski jest MOIM kolorem. I muszę przefarbować włosy, bo ten wypłowiały wakacyjny blond jest przerażający.








