Wrzesień, październik, listopad – plany

Zawsze jak byłam uczniem zdumiewało mnie to załamanie pogody na 1 września 😉 Jakby cały świat ubolewał nad tym, że skończyło się lato… Bez obaw, złota, polska jesień nadejdzie, choć na razie mamy fazę słoty (ułatwiającą nam zamknięcie sezonu). W tym domowym pędzie wyszorowałam drzwi wejściowe i na spokojnie przygotowuję sobie plan na jesień. Suszę pomidory, wczoraj pomagał mi Ciasteczkowy przerażany tym marnotrawstwem… „Z tych dwóch tacek będą TYLKO dwa słoiczki?” No tak 🙂 Bo one jak wyschną to się robią malutkie.

Wrzesień będzie organizacyjny. Muszę dopasować zajęcia dodatkowe do planu lekcji. Panny chcą tańce i pianino. Pianino będzie miał również  Mieszko, którego chcę też zapisać na karate. Lilka będzie miała dodatkowy angielski, a Łucja dodatkową… matematykę. Podobno jest to świetne, matma u nas kulała, a w zamian za to nie będzie musiała chodzić na dodatkowy angielski. Język obcy idzie jej dobrze, będę na bieżąco rozmawiać z nauczycielką, gdyby się okazało, że zaczyna ostawać zapiszę ją w trakcie roku szkolnego. No i gdzieś trzeba wcisnąć basen.

Październik będzie biegowy. Szykują nam się AŻ trzy biegi i czas się zacząć przygotowywać bo całe lato treningi kulały. Chętnie bym poszła na jakąś salsę, ale akurat nie ma żadnych warsztatów, za to szykuje mi się kilka wydarzeń kulturalnych. Do donicy przed domem, chcę wsadzić wrzosy, no i muszę dosiać… trawę. Znalazłam randapa i chciałam zwalczać chwasty, a afekt taki, że połowę trawnika sobie wypaliłam :/

No a listopad to zobaczymy. Booking portal się mnie pyta w newsletterach: Justyna, czy nadszedł już czas na kolejną podróż? I w chwili obecnej jeszcze nie 🙂 Ale może w listopadzie zachce nam się gdzieś w weekend podjechać? Dni wolnych w roku szkolnym będzie tym razem mało.

 

Żeby tak zakończyć jeszcze większym (niż to wyżej) sucharem, wkleję Wam SIEBIE w kostiumie kąpielowym 🙂 Jest dobrze, to piłowanie 5x w tygodniu rzeczywiście działało. Brak mi paździerzowego zdjęcia z przeszłości, ale wierzcie, TAK to nie było NIGDY. Przed dziećmi, owszem, miałam niezły brzuch, ale nie miałam zrobionych ramion. No i się garbiłam. Nie wiem, czy uda mi się to utrzymać, ale jak widać regularnymi treningami MOŻEMY naprawdę dużo z siebie wykrzesać.