„Tu wszystkie emocje są dozwolone”

– w poszukiwaniu seriali do prasowania odkryłam „Dom grozy”. Dwa sezony obejrzałam dawno temu, ale w międzyczasie powstał kolejny i ruszyłam. Miss Ives jest hipnotyzująca 🙂

Weekend bez dzieci rozpoczęłam od biegania. Był fotograf, więc będą fotki. I wtedy coś opowiem! Później, po treningu, pojechałyśmy ze znajomą (z którą biegam) na takie wydarzenie miłośników papieru. Pilnuję takich rzeczy, bo to w sumie to można powoli o prezentach na święta myśleć. Zgodnie z umową dzieci nic JUŻ nie dostają, bo zaczynam gromadzić gadżety do adwentówek (samochodzik ze stacji benzynowej już jest  i JUŻ jest ukryty). Poza tym lubię otworzyć książki, żeby wiedzieć jakie są w środku. Jaka czcionka, jaki papier i jakie ilustracje. Potem zamawiam przez net i dość okrężną drogą, ale nie kupuję kota w worku. Nabyłam też kilka ładnych arkuszy do scrapingu, bo niedługo będziemy jakieś kartki robili. Kilka z książek, które podobały się Łucji mają kolejną część i też będę chciała je mieć… STRASZNIE mi się podobały albumy na zdjęcia i plakaty… I w sumie tyle. Duuużo naprawdę pięknych rzeczy dziś widziałam! 🙂

I trzy książki kupiłam. Dwa pokręcone komiksy z bardzo ładnymi ilustracjami (Lila i Mieszko) i książka o gorylu (Łucja), przy której można się nieźle wzruszyć. Btw. na urodziny panna dostała ksiażkę o Aleppo, którą sprawiły jej dziadki i nieźle się przy niej spłakała. Przyniosła mi, bym też ją przeczytała i ja też się spłakałam 🙂

A to małe, różowe, z peniskiem na okładce to taki notesik. Dla mnie 🙂 Podobno zawsze należy też pamiętać o sobie, jak myślimy o innych 😉

„September is National Suicide Prevention Month”

Wyczytałam, że jednym z pierwszych objawów buntu świeżo upieczonych rozwódek jest NIE mycie przed snem naczyń. Nie to, że notorycznie, ale AKCJA TYPU: jak się zostawi, to świat nie runie… I pamiętam, że rzeczywiście się mi to przydarzało. Teraz już rzadziej, bo jednak jak nie ogarnę wieczorem, to rano do 12-stej w domu jest ruina. Wpadają zakupy, odprowadzanie dzieci, czasem na lunch zajrzy Ciasteczkowy i robi się południe… Jakby nie było warto czasem odpuścić 🙂 I właśnie wczoraj odpuściłam, zaraz ze szkoły przyjdzie Lilka, a ja w lesie 🙂

<><>

Ogórkowo wrzucę Wam/i sobie temat kosmetyczny. Rok temu opisałam kilka wynalazków z Azji i od tamtej pory pojawiły się kolejne. Raczej nie zamawiam już z ali, a bezpośrednio z Korei z internetowego sklepu z kosmetykami.

  1. Aloes. O nim już było. Nie lubię żeli, ale te wchłaniają się idealnie. Niektórzy wcierają je w zniszczone włosy (też to robiłam). Idealne na podrażnienia, pod makijaż i na noc. Teraz w szafce mam wielki słój Nature Republic i jest bardzo fajny.
  2. Lulanjina Milk to taki żel do mycia twarzy bardzo mocno złuszczający skórę. Ja używam go po biegowym treningu, raz w tygodniu. W lecie nie stosowałam, bo wiadomo opalenizna 😉
  3. TomatoxTonymoly. To nawet można kupić w Polsce. Wybielająca maseczka z wyciągiem z pomidora… Niezła. Bardzo przyjemny zapach. Szczerze mówiąc użyłam raz i efekt jest 🙂
  4. Krem BBHolika Holika. O tej firmie w pozytywach już było. Coś jak fluid, ale połączony z kremem. Lata używałam produktu jednej firmy, no i te są po prostu lepsze. Być może używacie jeszcze lepszych, ale dla mnie najlepszy znany mi fluid.
  5. Maseczka Wine Therapy i znowu Holika Holika. Smarujesz się tym przed snem i budzisz się promienista (nawet o szóstej rano). Zastanawiałam sie czy ma sens kupowanie czegoś z portugalskiego wina, co przejechało pół globu, a potem kolejne pół by do mnie dotrzeć, ale to jest naprawdę skuteczne 🙂
  6. Gąbeczka do mycia twarzy z naturalnego KONJAC-u? To jakaś azjatycka roślina i to chyba pochodzi z podziemnej bulwy. A gąbeczka jest super. Wrzucam na nią żel i szoruję. I ona po prostu doskonale oczyszcza.
  7. Oraz ampułki do włosówLulu. Mam na głowie takie powakacyjne siano. Minimalnie je przyciemniłam, żeby nie były białe, ale i tak są sianowate. A to co jest w tej ampułce je wygładza i sprawiają, że są błyszczące. Btw. chcę to Lutce pod choinkę sprawić.

układanie rzeczy 2do (do obrzydzenia)

Szłam od szkoły i szedł za mną logopeda. Zwolniłam i zagadałam:

  • Czwartych klas w tym roku już Pan nie będzie męczył?
  • Nie, raczej nie. Opieka logopedyczna jest do klas trzecich.
  • Nie będę się upierać. Lila ma zresztą nie najlepszy wzór: ja mówię za szybko i niewyraźnie, więc lepiej NIE będzie.
  • Ale to kwestia wymowy! Ja mogę przygotować ćwiczenia do samodzielnego ćwiczenia.
  • Chętnie wezmę, ale… nie nie będę ćwiczyć.
  • To nie będę dawał.
  • Wzięłabym tylko po to, żeby dobrze wypaść. Natomiast mam jeszcze jedno dziecko w zerówce. Pan będzie prowadził, czy koleżanki?
  • Różnie. Tak pół na pół się dzielimy.
  • On nie mówi R.
  • A ile ma lat?
  • Sześć, a właściwie to siedem, bo on jest z początku stycznia.
  • To powinien już mówić. Zajmę się nim.

W ten sposób logopeda dla Mieszka załatwiony, a na fali wczorajszego sukcesu z Łucją pojechałam dziś załatwić dermatologa dla Lilki. Panna jest zapisana na… styczeń. 🙂 Może to daleko, ale powtórzę, że nasz system jest skuteczny 🙂 Sama rejestracja poszła szybko, oddział jest ładny, możemy tam raz na jakiś czas się stawiać.

<<>>

Znajoma, która zajmuje się masażem przysłała takie info:

Równoważenie mięśni i powięzi pleców, a konkretnie okolic łopatek, kręgosłupa szyjnego i barków jest nie tylko istotne dla prawidłowej postawy ciała i zapobiegania dolegliwościom ale także dla … młodzieńczego wyglądu twarzy! Otóż mięśnie i powięzi tyłu ciała potrafią ciągnąć twarz i szyję w dół. Jeśli chcemy jednak przeciwdziałać grawitacji to musimy zadbać o dobrą kondycję pleców! 

Czyyyyli, nie garbimy się, bo to ma strasznie dużo minusów 🙂

had a nice day

  • Mamo, mam pytanie, ale nie wiem czy mogę je zadać… I czy nie będziesz się, no wiesz, śmiać?
  • Mów. Nie będę.
  • Czy mogę jutro idąc do lekarza założyć stanik?
  • Pewno. Nawet miałam Ci to zaproponować. Po co masz stać goła przed lekarzem?

🙂 Pamiętacie, że Łucja była w sanatorium ortopedycznym na wiosnę? Dziś mieliśmy zaplanowanąwizytę kontrolną. Zgodnie z przewidywaniami panna znowu się wybiera tam na turnus. Zazdrości jej Lilka, która się pytała, czy ona w tym roku TEŻ pojedzie do sanatorium, no ale na razie nie zanosi się na to. Nie mamy jeszcze terminu, ale wstępnie będzie to za 4-5 miesięcy. Bardzo dobrze. W kwietniu są zielone szkoły, no i nie chciałabym też, żeby to wpadło jej na wakacje. Skrzywienie znowu jest. Nie takie mocne jak rok temu, ale się pojawiło, a do momentu rozpoczęcia dojrzewania ćwiczenia są najskuteczniejsze. Bardzo byłam zadowolona z tego jak z nią wtedy pracowali, więc myślę, że i tym razem będzie dobrze. Nawet już mam taki plan, że lekcje matematyki dodatkowej przejmie wtedy Liliana. Bo to jednak cały MIESIĄC. Tylko, że Lilka nie na ten blok doszkalający, tylko olimpijski 😉

Pojechałyśmy sobie potem na lody, odebrałyśmy mój pakiet startowy na kolejny bieg, kupiłyśmy pewną wybitną chałkę, a jak wróciłyśmy to pod drzwiami była paczka od listonosza. Dotarły kosmetyki z Korei. Są niesamowite, ale o nich napiszę Wam innym razem 😉

W Casablance gdy mąż skończy kochać się z żoną, przenosi się dach…

Sprzymierzeni, 2016. Ależ cudowny film! Brad, jak Brad, ale Marion Cotillard wspaniała 🙂


Się znowu pochwalę 😉 Lilka miała test z matmy i jako jedyna dziewczynka zdobyła szóstkę 🙂 Chciałabym teraz taką emotkę z serduszkiem wkleić, ale nie ma na bloxie 😉

Za to Łucja miała dziś pierwsze spotkanie z dodatkowej matmy. Po jego zakończeniu prowadząca chciała porozmawiać ze mną. Refleksje mamy identyczne. Też uważam, że problemem są słabe podstawy. Łucja liczy tak jak ja. Jeśli ma coś z mnożenia, czego nie wie, mnoży to co WIE i dodaje to ile brakuje (np. 7×9 to dla nas obu 7×7 +7×2). Wynik jest dobry, ale proces liczenia trwa to za długo. Babka powiedziała, że uczeń potrzebuje maksymalnie 2 sek na dostęp do tej informacji, bo gdy wchodzi bardziej skomplikowana matematyka to ma za dużo informacji do utrzymania w głowie. Pierwsze regularne zajęcia w przyszły wtorek.

W ten sposób wtorek wygląda tak:

  • Łucja i Mieszko idą rano do szkoły (Łucja 8:30, Mieszko 8:00)
  • Ja jadę na rynek (może być tak jak dziś z Lilką, która TRZYMA kasę i wylicza szybciej kwotę niż sprzedający. btw. jak kupowałyśmy śliwki to gość się z nią droczył czy dobrze wyliczyła i ile dokładnie ma jej wydać 😉
  • Lilka idzie do szkoły na 11-stą
  • Łucja, po lekcjach, będzie mieć na 14:30 matmę i albo będzie odbierać Mieszka po zajęciach, albo po tej 13-stej będę ja go odbierać.
  • Po 16-stej wraca Lilka.

<><>

Mieszko w jednej ze swoich książeczek wyczytał, że człowiek ma serce wielkości własnej zaciśniętej pięści. Bardzo to ładne 🙂

Nie wtopisz się w tło gdy zostałeś stworzony by się wyróżniać

– Cudowny chłopak, 2017

To trochę frustrujące, ale dzieci zaczęły mi JEŚĆ. I na okrągło nie ma jedzenia w domu. Kończą się nawet takie rzeczy jak mąka, cebula czy cukier puder… Zapowiedziałam, że w weekendy NIE chodzę do sklepu, ale nie udaje mi się to za bardzo… W lodówce jest jedna szuflada, której nie mogą ruszać. Tam są musy i jogurty w kieszonkach, które idą do śniadaniówek, ale coraz częściej jest to jedyna lodówkowa treść 🙂 Na dodatek Łucja zaczęła się realizować jako kucharka i efekt jest taki, że ciągle mi coś dopisuje do listy zakupów. Dziś rano Lilka na to spojrzała i mówi: A! Ona chce zrobić wegański karmel! -???? Więc znowu byłam w sklepie. W połowie października otwierają mi w pobliżu wielką hurtownię i pewnie też tam będę bywać… Takie np. zgrzewki małej wody mineralnej mogę kupować hurtowo, no bo 3 butelki dziennie to 15 butelek tygodniowo…

 

Poniedziałkowy plan, który jest najbardziej napięty, wygląda tak:

  • Rano budzę tylko Łucję i Mieszka. Panna ma na 8:30, Mieszko na ósmą. Jedzą śniadanie i jedziemy do małego sklepiku. Kupujemy świeże bułki, które Łucja w aucie rozkrawa, a Mieszko wkłada w nie szynkę (też kupioną w sklepiku). Łucja szynki się brzydzi i ona do szkoły bierze solo-bułkę. Potem ja jadę do sklepu zrobić większe zakupy (bo po weekendzie nie ma nic 😉 Wracam, budzę Lilkę i panna na 11-stą idzie do szkoły.
  • O 13-stej Łucja kończy lekcje i wraca do domu. Po drodze odbiera Mieszka. I odrabia lekcje.
  • Na 15:40 Łucja ma pianino, a zaraz po nim tańce. Do domu przywożę ją o 18-stej.
  • Lila kończy o 17-stej i wraca do domu. W poniedziałki jest u nas babcia to wydaje zupę Lilce i zagania do lekcji.
  • Wracam z Łucją i jadę na trening biegowy. Jestem w domu o 21-szej. Dzieci już są w łóżka i wysyłam babcię do domu. Nieźle, nie? 🙂 A od października dojdzie jeszcze siłownia 🙂

<><>

Dostałam jeszcze kilka fotek z soboty to wrzucę!

Laso-grzybo-spacer

Poranne gofry. Przybiegli wszyscy naraz. Mieszko po drodze chwycił ulotkę o robotach, żeby CZYTAĆ przy śniadaniu 😉 Łucja oczywiście mu tę ulotkę zabrała. On jej odebrał, ona jest wściekła. I wymierza karę…

  • MAMO!!! Łucja chce dotknąć mojej twarzy OŚLINIONYM palcem!!!

<><>

Ładnie było, więc sporą część dnia spędziliśmy na laso-spacerze. Grzyby zupełnie nieszukane też się znalazły 🙂

100% sobotniej normy

Ruszyliśmy z jesienną zajęciówką. Na pierwszy ogień poszły zajęcia architektoniczne. Będę się powtarzać, ale to typ zajęć najtrudniejszy do odtworzenia w warunkach domowych. Towarzystwo było ciekawe, a wśród uczestników wszyscy mieli kosmiczne imiona. Był Olaf, Kosmo, Lena, Malina i Jeremi 🙂 Tematem dzisiejszego spotkania były amfiteatry. Był wykład, slajdy, a potem dzieciaki miały zbudować własną makietę. Materiały były różne, ale dominował styropian i gips. Z gipsem mieliśmy do czynienia po raz pierwszy i zupełnie dobrze nam szło (to były te bandaże gipsowe).

Po części plastycznej był ten element, który ostatnio wydaje mi się najważniejszy, czyli autoprezentacja i przemowa nad własną pracą. Czy to będzie koloseum do walk wodnych, czy muszla koncertowa, czy ktoś będzie na niej walczył. I super, że cała trójka potrafiła kilka zdań o swoich dziełach opowiedzieć i wytłumaczyć dlaczego jest wyjątkowe (koloseum Mieszka miało np. kasę 😉

Rano Łucja pomagała Mieszkowi dobrać strój, dlatego oboje są musztardowi 😀

Ach i dałam się radę dziś przebiec ze znajomą, a po obiedzie pojechaliśmy JESZCZE na frytki :)

1-szy dzień astronomicznej JESIENI

Zajrzałam przez ramię Łucji i się ubawiłam. Panna odrabiała angielski… I do każdego kraju miała dopisać jak nazywa się mieszkaniec i z czego słynie dany kraj. USA to fast foody, China- rice, GB – Royal Family, South Africa – diamonds (??) Ireland – green goblins, a Russia – winter? 🙂

I zażyczyła sobie panna figę do śniadaniówki 🙂 Pojemniki nam się poniszczyły, ale to już w październiku będę kolekcję uzupełniać 🙂

<><>

  • Jak mówię, że masz być o 12-stej, to bądź o 12-stej, a nie za dziesięć. Mi się już kończą kłamstwa dlaczego znowu do południa przyjechałeś! Liliana o 12-stej idzie do szkoły!
  • A co tym razem jej powiedziałaś?
  • Że jakieś dokumenty z basenu musiałeś przywieźć bo zmieniły się zasady uczestnictwa w zajęciach.
  • I uwierzyła?
  • To dobre kłamstwo, więc tym razem jeszcze tak 🙂

zebrań cd

Liliany klasa bierze udział w jakimś sportowym projekcie. Robili im testy i najlepsi mają bonusa. Nie ma w tej grupie Liliany, ale ci co się dostali będą mieli w ramach zajęć dodatkowe lekcje tenisa. Podejrzewam, że na kortach tuż obok szkoły. Aaale za to dostaliśmy testy dzieci z matematyki. I Lila… jest świetna. Wiem, że nie należy tak się chwalić, ale po tylu latach, kiedy ona była tak strasznie wycofana, to jest coś niesamowitego. Siedziałam z tym jej testem jak taka próżna i pyszna matka, która nie spodziewała się niczego innego 🙂 Wychowawca (matematyk) powiedział, że klasa ogólnie jest słaba, wolno piszą i wolną liczą, ale chyba się już dogadują. Dograłam zajęcia z dodatkowej matematyki dla Łucji (będą we wtorek i w czwartek), czyli został tylko dodatkowy angielski Lilki. CZYLI właściwie już wszystko ułożone 🙂

<><>

Zimno dalej, kot (ten drugi) mruczy obok, a Klarens, który wpadł pospać w dzień ewidentnie robi się znowu zimowo grubaśny 🙂 Ciasteczko imbirowe zrobione, na jutro zamawiają znowu sernik 😉