– w poszukiwaniu seriali do prasowania odkryłam „Dom grozy”. Dwa sezony obejrzałam dawno temu, ale w międzyczasie powstał kolejny i ruszyłam. Miss Ives jest hipnotyzująca 🙂
Weekend bez dzieci rozpoczęłam od biegania. Był fotograf, więc będą fotki. I wtedy coś opowiem! Później, po treningu, pojechałyśmy ze znajomą (z którą biegam) na takie wydarzenie miłośników papieru. Pilnuję takich rzeczy, bo to w sumie to można powoli o prezentach na święta myśleć. Zgodnie z umową dzieci nic JUŻ nie dostają, bo zaczynam gromadzić gadżety do adwentówek (samochodzik ze stacji benzynowej już jest i JUŻ jest ukryty). Poza tym lubię otworzyć książki, żeby wiedzieć jakie są w środku. Jaka czcionka, jaki papier i jakie ilustracje. Potem zamawiam przez net i dość okrężną drogą, ale nie kupuję kota w worku. Nabyłam też kilka ładnych arkuszy do scrapingu, bo niedługo będziemy jakieś kartki robili. Kilka z książek, które podobały się Łucji mają kolejną część i też będę chciała je mieć… STRASZNIE mi się podobały albumy na zdjęcia i plakaty… I w sumie tyle. Duuużo naprawdę pięknych rzeczy dziś widziałam! 🙂
I trzy książki kupiłam. Dwa pokręcone komiksy z bardzo ładnymi ilustracjami (Lila i Mieszko) i książka o gorylu (Łucja), przy której można się nieźle wzruszyć. Btw. na urodziny panna dostała ksiażkę o Aleppo, którą sprawiły jej dziadki i nieźle się przy niej spłakała. Przyniosła mi, bym też ją przeczytała i ja też się spłakałam 🙂
A to małe, różowe, z peniskiem na okładce to taki notesik. Dla mnie 🙂 Podobno zawsze należy też pamiętać o sobie, jak myślimy o innych 😉



















