home, sweet home

Rok szkolny zaczyna się w poniedziałek, ale JUTRO rano muszę podbić do jednego urzędu, więc trzeba było wracać. Ostatni dzień lata ma być ciepły, więc w planach na później, mamy wyprawę na pewien otwarty basen 🙂 Wyprawkę mamy i trochę planów na te ostatnie dni wakacji też. 🙂

Tak więc jesteśmy. Po drodze do domu zatrzymaliśmy się tylko w naszej ulubionej knajpie… Hitem lata były pierogi. Bo dzieci do tej pory ich NIE jadły. Przełom był na koloniach, kiedy panny miały warsztaty z robienia pierogów, a potem już poszło! Na razie jedzą wyłącznie SŁODKIE, ale i tak wyjątkowo się cieszę, bo to cudowne powiększenie ich diety i duże ułatwienie na wakacjach (na Ukrainie nazywały się  „warieniszki”, były mniejsze i rzeczywiście pyszne). Jadały z wiśniami, jagodami i śliwkami. Na focie niżej to z borówkami. Takie akurat serwowano na dworcu w Przemyślu 🙂

<><>

  • Mamo, a kto zajmował się Klarensem, jak nas nie było?
  • Mieliśmy Mieszko, catsittera. Przyjeżdżał go karmić.
  • A Klarens go lubi?
  • Klarens nie lubi nikogo.
  • A jak catsitter dostawał się na osiedle?

:))