- Pada?
- Słucham? – zapytałam
- Czy deszcz pada?
- Nie. Wieje, jest zimno, ale nie pada.
- Bo ja jestem jednośladem.
- A to podziwiam… A co tzn., że węzły chłonne podrażnione?
- W normie. Depilowała Pani ostatnio?
- Tak.
- I dlatego. Tak to wszystko w porządku.
- Czyli depilacja jest zła?
- Widzi Pani, że ja taki trochę jestem miejski drwal?
(nie widziałam, bo to świński blondyn jest 🙂
- Widzę.
- Po prostu wszelkie zabiegi na naszej skórze wnikają w nią. Musi pani potem spryskiwać octaniseptem, albo czymś podobnym.
- Ale poza tym podrażnieniem jest ok?
- Tak. Niestety do zobaczenia dopiero za rok.
- Do widzenia.
🙂 Rzutem na taśmę zrobiłam rano kolejne z zaplanowanych badań czyli USG piersi i ruszyliśmy do dziadków. Btw. lekarz, który mi to robił to również dietetyk i miałam z nim do czynienia przy Lilce, która jako maluch miała całą masę alergii i problemów z brzuszkiem. To buddysta, fan zdrowego stylu życia i taki trochę freak. Wyobraźcie sobie, że nigdy nie zapisuje zaleceń na kartce, tylko każe je zapamiętywać (bo nie używamy naszego mózgu 🙂 Miło, że wyrywał, ale jeszcze milej, że przez rok nie muszę go oglądać 🙂
U dziadków będziemy tydzień. Do Klarensa ma w tym czasie wpadać Jerzy, a my już JUTRO rano ruszamy na wycieczkę… Wracamy w sobotę i wtedy Wam opowiem, gdzie byliśmy 🙂
Jak zjedziecie do niedzieli, to zobaczycie fotki z urodzin Łucji :)
